wtorek, 11 listopada 2014

Ulubieńcy ostatnich miesięcy

 
Tak sobie siedzę i rozmyślam o czym by tu Wam napisać i pomyślałam, że dawno nie było kosmetycznie, a jak już kosmetycznie to będzie po całości. Właściwie to zbliża się koniec roku, a z końcem roku podsumowujemy, planujemy, mamy nowe postanowienia, ale z końcem roku też masa innych zajęć: Święta... A więc stwierdziłam że teraz jest odpowiedni czas na kosmetyczny przegląd ostatnich miesięcy.
 
Przedstawiam moich ulubieńców w kategorii "Kolorówka":
 
- Kajal, Pupa

http://www.beautydea.it/citta-safari-pupa-make-up-estate-2013/
 
 
To zdecydowanie mój ulubieniec ostatnich miesięcy. Od kilku lat mam zawsze ten sam makijaż, czarne kreski na powiekach, cienie w kolorach ziemi. Jedynie produkty, którymi robię owe kreski ewoluują. W moje ręce wpadały liczne eyelinery, także żelowe, matowe cienie, ale ten kajal jest naprawdę genialny, ponieważ jest bardzo trwały. Pomimo mojej opadającej górnej powieki nie rozmazuje się, linia jest miękka wiec też bardziej naturalna, przez co nadaje się do stosowania na co dzień. Jedyne odnośnie czego można sobie ponarzekać, to dostępność. Kupiłam go w Douglas'ie na przecenie z ok. 60,- zł na 30,-, ale nie wiem czy jest dostępny na stałe czy to była jakaś limitka. Wiem, że podobne ma Maybelline, ale nie mogę się absolutnie wypowiedzieć co do szczegółów dotyczących tamtego produktu.
 
- Korektor Perfect Coverage, Flormar
 

 
Zużyłam już ze 4 szt. tego produktu, wcześniej używałam Maybelline Dream Lumi Touch, ale tamten kosztuje ponad 30,- zł, a ten 13,- zł, więc różnica jest spora... A ponadto, co właściwie najważniejsze nie wysusza, a może wręcz nawilża, świetnie zakrywa sińce pod oczami, delikatnie rozświetla, choć nie tak mocno jak jego konkurent z Maybelline. Jednak ja wybieram zdecydowanie ten, który jest absolutnie moim ulubieńcem ostatnich miesięcy.
 
- Korektor Lasting Concealer, Flormar

http://www.ladymakeup.pl/sklep/flormar-lifting-concealer-korektor-liftingujacy.html

Całe lato używałam go pod fluid na zasadzie lekkiego kamuflażu, bazy. Ma SPF 15, wspaniale nawilża i zakrywa moje zaczerwienienia wrażliwej skóry. Jedyny jego minus jak i innych produktów firmy Flormar to dostępność... Niestety w Warszawie stoisko znalazłam jedynie w Promenadzie, na Mazurach jest w Olsztynie :).
 
- korektor Cream Concealer, Inglot
 
IMGP6788
http://lifeofbun.com/2013/08/01/inglot-amc-cream-concealer/
 
 
Dużo jaśniejszy niż na zdjęciu, ja mam w kolorze 66. Bardzo kremowy i niesamowicie treściwy, używam go na koniec, kiedy makijaż jest już praktycznie wykonany, nakładam go gąbeczką podobną do Beauty Blender, aby zakryć moje sińce pod oczami. Nie wysusza skóry, wspaniale kamufluje, jednak trzeba uważać, aby z nim nie przesadzić, bo jest naprawdę bardzo ciężki i może zbierać się w załamaniach.
 
- Róż, Le Blush, L'oreal

 
 
http://www.iperfumy.pl/loreal-paris/le-blush-ro-do-policzkow/
 
 
Ja mam w kolorze 150. Jest bardzo naturalny, różowy, dziewczęcy, ale nie nazbyt cukierkowy. Doskonały do dziennego makijażu dla brunetek. o jasnej karnacji. Tworzy piękną taflę, oczywiście nie ma żadnych drobinek. kupiłam go na promocji w Douglas'ie. Naprawdę polecam!
 
- Cień Color Riche, L'ombre pure, L'oreal
 
 
 
Cień dość kremowy, pięknie się mieni i opalizuje tworząc taflę w sposób elegancki, delikatny, nie nachalny. Kupiłam go około miesiąca temu i już wiem, że będzie moim ulubieńcem w okresie jesienno-zimowym. Nakładam go na dolną powiekę, aby bardziej ja uwydatnić, ponieważ jak wielokrotnie pisałam mam opadającą górną powiekę. Ale możecie nakładać go w różne miejsca oka celem rozświetlenia, lub urozmaicenia makijażu oka. Bardzo trwały, kupiony na promocji w Hebe.
Mój w kolorze Nude 205.
 
I to by było na tyle jeśli chodzi o moich ulubieńców do makijażu. Do końca roku na pewno wspomnę o produktach do pielęgnacji i do włosów, które zrobiły na mnie największe wrażenie w ostatnich miesiącach.
 
Do następnego spotkania na leśnej polanie :)
 
Pa!

niedziela, 9 listopada 2014

Co słychać na leśnej polanie

Witajcie moi drodzy!!!
 
Ostatnio jestem tutaj bardzo rzadko, ale spróbuję się odrobinę wytłumaczyć... Od sierpnia mam nową pracę, która pochłania mnie bez reszty. Poza nią staram się łapać czas i wyciskać z niego jak najwięcej.
 
Ostatnio kiedy do Was pisałam była piękna, złota jesień, dziś już depcze jej po piętach zimowy czas. Choć trzeba przyznać, że jesień w tym roku naprawdę nas rozpieszczała. Jeszcze kilka dni temu w Warszawie było 19 stopni. Co prawda liście nie są już tak różnorodne i kolorowe bo przymrozki zrobiły swoje spustoszenie, ale nie pamiętam kiedy ostatnio jesień była tak piękna i miała tyle barw co w tym roku.
 
Nie będę jednak zamieszczać zdjęć z tymi pięknymi obrazami, ale chciałabym Wam opowiedzieć jaki piękny prezent dostałam tej jesieni, kilka tygodni temu od przyjaciół moich rodziców. Są to wspaniali ludzie, którzy wiele lat temu jako turyści trafili na nasze Mazurskie tereny ze śląska, a ponieważ leśna polana jest wyjątkowa, wracają tutaj co roku, a czasem nawet częściej. W każdym razie, w tym roku złożyli na moje ręce taki oto wspaniały podarek:
 
 
 
 
 
 
Prezent tym piękniejszy, że wykonany na prośbę i po opowieściach pani Iwonki o leśnej polanie, a wykonany przez wyjątkową osobę w jednym ze śląskich hospicjów. Wspaniały też dlatego, że niesamowicie spersonalizowany, bo na filiżance mam i chatkę babci i jeziorko obok chatki, i stary, piękny las w okolicy i świerki które kocham...
 
Och! Nasze kochane "ślązaki" są naprawdę wyjątkowe!!!
 
Ale skoro post ma nadrobić zaległości z miesiąca zmienię szybko temat i wrzucę kilka fotek, jednym słowem szybki mobile mix...
 
Martucha znowu zrobiła sushi, właściwie na przyjazd "ślązaków", bo wiemy że je bardzo lubią :)
 
 
 
Martucha kupiła but - mam moje kochane botki, które zakupiłam wiosną tego roku, ale potrzebowałam coś bardziej kobiecego i w moje rączki wpadło takie oto cudo :) Jeśli jesteście z Warszawy i chcecie kupić dobry but szyty w Polsce, oczywiście ze skóry i w dobrej cenie, to z chęcią polecę Wam pewien adres na Kabatach.
 
 
 
Martucha kupiła tzw. "korale" :DDD Powiem Wam tak: nienawidzę przepłacać, metka nic dla mnie nie znaczy, cenie jakość i lubię kupować dobre rzeczy, które są warte dużo większej ceny. Po prostu jestem świadomym konsumentem, który nie daje robić się w przysłowiowego balona. Handlowca nie naciągniesz ;). Polecam zakupy w outletach :).
 
 
 
 
 
 
Niedługo trochę więcej o otaczajacej nas wspaniałej naturze i samych Mazurach.
 
Do następnego :)
 
Pa!



czwartek, 25 września 2014

Pumpkin, czyli jesienna dynia nie tylko w kosmetykach

Witajcie moi drodzy po bardzo długiej przerwie...

Lato minęło mi jak z bicza strzelił, głównie dlatego że zawodowo było bardzo pracowite, ale także towarzysko bardzo dużo się działo. Gości mieliśmy bez liku na leśnej polanie i tak pochłonęło mnie to wszystko co się działo, że nie starczało już czasu aby usiąść przed komputerem. Teraz wszystko zaczyna powolutku zwalniać. Nie żeby życie miało wskoczyć na normalne tory, bo przy naszym obecnym układzie Warszawsko-Mazursko-konnym to chyba niemożliwe, ale na pewno jest odrobinę spokojniej.

Trochę bałam się tego, że lato się kończy, cieszyły mnie upały i piękna pogoda, ale powiem Wam szczerze, że w gruncie rzeczy, kiedy jesień zapukała już na serio do moich drzwi, to jak zwykle przypomniało mi się ile to pozytywów przyniosła ze sobą. Nie będę się co prawda rozpisywać o kilku przeciwnościach losu, które w ostatnim czasie próbowały nas do tego czasu zniechęcić (stłuczka samochodem, upadek z konia), ale nie damy się! Co to, to nie! I tak w ramach mojej rekonwalescencji iskry w kominku tańczą, wiatr za oknem szumi, a dom mój otula ciepły zapach zimowych przypraw (wosk YC) i piekącego się kurczaka w miodzie i winie... Mmmm... I tak siedzę w tej przemiłej ciszy i stukam w klawiaturę, a na myśl przyszła mi chęć sięgnięcia po kilka jesiennych zapachów i akcentów, które ten czas mogłyby mi jeszcze bardziej umilić. I tak po amerykańsku - pomyślałam o dyni ;). Amerykanom można wiele zarzucić, ale jak nikt inny potrafią oni celebrować każde małe święto,  każdą okazję, każdą porę roku... Wiem, wiem, chodzi tu głównie o sprzedaż,  ale ja jako konsument nie mam nic przeciwko i dam się porwać owemu szaleństwu tej jesieni... :).

1. ORGANIQUE, Pumpkin Line, krem nawilżający z dynią

http://www.shivasklep.pl/product-pol-3559--PUMPKIN-LINE-KREM-NAWILZAJACY-Z-DYNIA-NOWOSC-ORGANIQUE.html
Mam na niego chrapkę i prawdopodobnie sięgnęłabym po niego od razu, gdyby nie fakt że mam kilka kremów w zapasie, a obecnie moją skórę rozpieszcza Nuxe z miodowej serii... Ale myślę, że kupię go tej jesieni, może jakaś promocja się pojawi...

2. Kringle, świeca Pumpkin Spice


http://zapachdomu.pl/Coloured-Small-Tumbler-Dynia-i-Przyprawy-p507144.php

Na pewno tej jesieni kupię 1 albo 2 duże świece, zastanawiam się jeszcze co to dokładnie będzie. Prawdopodobnie coś z YC i TBS, ale niewykluczone że sięgnę po świecę z któregoś z wielu sklepików internetowych... Ta mnie naprawdę kusi...

3. Love 2 Mix, krem wielozadaniowy


http://ekopiekno.pl/pl/p/Zmiekczajacy-krem-do-rak,-lokci,-kolan-marchewka,-dynia-250ml/1290
Bardzo lubię takie produkty wielozadaniowe, na bazie masła shea i oleju awokado doskonałe na wszystkie suche miejsca i do zadań specjalnych.
 
4. Zrób to sam
 
Oczywiście najlepszym kosmetycznym rozwiązaniem będzie wykonanie samemu kosmetyku z dyni, ma ona bowiem cudowne działanie na naszą skórę i włosy. Jest bogata w składniki mineralne i witaminy oraz przeciwutleniacze i błonnik, dzięki czemu sprawia że skóra jest elastyczna i dobrze nawilżona, poprawia również jej zdolności obronne.
 
Co możemy z niej przygotować?
 
poniżej znajdziecie kilka przepisów:
 
Odżywka do włosów
(działa nabłyszczająco i regenerująco)
Odżywkę możesz przygotować z miąższu, jak i wykorzystać do niej kawałki dyni, których nie wykorzystałaś podczas gotowania, w tym skórę. Pokrój drobno ok 200g dyni, a następnie zalej ją 1,5l wody i odstaw na ok 4 godziny. Po tym czasie gotuj dynię przez ok 40 minut, odcedź płyn i pozostaw go do wystygnięcia. Odwarem z dyni płucz włosy zaraz po umyciu, nadasz im puszystości oraz blasku.
Maski do włosów(szczególnie polecana na włosy suche)
Połącz ze sobą 1/4 szklanki jogurtu, pół szklanki miąższu z dyni oraz dwie łyżki miodu i dobrze wymieszaj. Przygotowana mieszankę wmasuj we włosy, załóż czepek i pozostaw na około 30 minut. Na koniec spłucz ją letnią wodą.

Dynia z jogurtem
(działa regenerująco, wygładzając jednocześnie skórę, szczególnie polecana dla cery suchej)
Zmieszaj ze sobą po pół szklanki jogurtu naturalnego oraz miąższu dobrze dojrzałej dyni. Dodaj sok z jednej cytryny i wszystko dobrze wymieszaj. Nałóż na twarz, szyje i dekolt, pozostaw na ok 30 minut, po czym spłucz letnią wodą. Na koniec wytrzyj skórę papierowym ręcznikiem i wsmaruj kilka kropli oliwy z oliwek.

Z pestek dyni
(ma właściwości regeneracyjne, pomaga przy problemach z trądzikiem)
Garść łuskanych pestek z dyni zmiażdż w moździerzu. Powstałą papkę nałóż na twarz i pozostaw na 15 minut, po czym spłucz letnią wodą.
Dynia z miodem
(działa oczyszczająco, wygładza niedoskonałości skóry)

Jajko, łyżkę oliwy oraz łyżkę miodu wymieszaj z połową szklanki startej dyni. Wmasuj w skórę na twarzy, szyi i pozostaw n ok 20 minut. Po tym czasie zmyj maseczkę letnią wodą
Dynia z cynamonem
(odpowiednia zarówno dla cery suchej jaki i tłustej, ożywcza, złuszczająca i nawilżająca)
Zmieszaj ze sobą ćwierć łyżeczki cynamonu, łyżeczkę miodu oraz dwie łyżki startego miąższu z dyni. Jeśli masz cerę suchą, dodaj do tego łyżkę śmietany, jeśli zaś tłustą, łyżkę soku jabłkowego. Wszystkie składniki dokładnie wymieszaj, po czym nałóż na skórę twarzy, po czym zmyj dokładnie po 15 minutach.

Dynia z jajkiem
(oczyszcza i odmładza)
Pół szklanki startego miąższu dyni zmieszaj z surowym jajkiem, łyżką oliwy i łyżką miodu. Połącz wszystkie składniki ze sobą, odstaw na ok 2 godziny, po czym nałóż na twarz i pozostaw na 15 minut dla lepszego efektu. Na koniec zmyj maseczkę letnią wodą.

Inne kosmetyki:
 
Tonik łagodzący
(szczególnie polecany dla cery trądzikowej)
garść pestek z dyni zalej wrzątkiem i pozostaw do wystygnięcia. Po czym odcedź, a otrzymanym naparem przemywaj skórę 3 razy dziennie, ze szczególnym uwzględnieniem miejsc zaognionych.

Kąpiel dyniowa
(działa regenerująco, wygładza skórę)
Kilograma miąższu z dni, zalej litrem wody, a następnie rozgotuj. Kolejno wlej litr mleka 3,2% tłuszczu i wszystko dokładnie zmiksuj. Powstała miksturę wlej do kąpieli i pozostań w niej ok 20 minut.
Dyniowy peeling do ciała
pół szklanki cukru połącz z taką samą ilością miąższu z dyni. Wszystko dokładnie wymieszaj, po czym nakładaj na ciało okrężnymi ruchami. Po zabiegu zmyj go letnia wodą.

Dyniowy peeling do twarzy
Dwie łyżki miąższu z dyni połącz z dwoma łyżkami cukru, trzema łyżkami oliwy z oliwek i szczyptą cynamonu. Wszystkie składnik dokładnie wymieszaj i wmasuj w skórę twarzy. Pozostaw peeling na kwadrans, po czym zmyj go letnią wodą.

Masło do ciała
(nawilża i regeneruje)
Zmiksuj ze sobą połowę szklanki miąższu z dyni i połowę szklanki mleka kokosowego. Dodaj łyżeczkę cynamonu i dokładnie wymieszaj. Gotowe masło nałóż na skórę, pozostaw na 20 minut, po czym spłucz letnią wodą.
 
I jeszcze kilka pomysłów na inspiracje jesienne. Te, które tutaj wybrałam są jak najbardziej do zrealizowania w naszych polskich warunkach :)
 
http://www.hotref.com/blog/10-inspirations-for-fall-decorating/
 
Do następnego napisania :)
 
Pa!

czwartek, 11 września 2014

L'oreal dwufazowo


Witam Was,
 
Jakiś czas temu Martucha dodała mnie do grona mającego wzbogacać bloga i dopisywać ciekawostki właśnie w tym miejscu.
Fakt nie robienia tego z mojej strony dotychczas wiązał się z brakiem czegoś wystarczająco ,,niesamowitego” na publikację.
Ale dziś? Dziś już po prawie 8 tygodniach używania jednego z płynów do demakijażu postanowiłam podzielić się z Wami jak dla mnie ODKRYCIEM NA MIARĘ CZASÓW.
Która z Was drogie Panie używa na co dzień wodoodpornej maskary?
Która ma problem ze zmyciem jej i bolącymi na skutek otarć powiekami?
Jeszcze do nie dawna byłam główną przedstawicielką tej grupy.
Maskara wodoodporna towarzyszy mi od ładnych kilku lat (gustuję głównie w wodoodpornej maskarze Colossala firmy MAYBELLINE NEW YORK). Jedna żółciutka tubka spełnia wszystkie moje wymagania odnośnie grubości, uniesienia i podkręcenia rzęs, ale nie o tym.
Po częstych zmianach toników, płynów micelarnych, mleczek kosmetycznych stwierdzam, że dokopałam się do ZŁOTA. Choć w tym przypadku kopanie odbyło się na zasadzie zaczepienia ekspedientki w ostatnio polubionej drogerii Hebe, poleciła mi to czego sama tez od niedawna używa.
Przedstawiam Państwu płyn do demakijażu oczu i ust:
 L’OREAL PARIS, odpowiedni dla oczu wrażliwych i dla osób noszących soczewki.
Jego działanie jestem w stanie opisać jak w reklamie :,,PRZYKŁADASZ I ZNIKA”. 
Drogie Panie!!!
 Już nigdy więcej tarcia 5 wacikami, nigdy więcej obolałych powiek i niechęci zmywania codziennego makijażu.
Nie wiem czego producenci dolali do tego opakowania, ale stwierdzam ,że CHCĘ WIĘCEJ !!!
Opakowanie o pojemności 125ml, dwufazowy płyn wymagający wstrząśnięcia nie mieszania całkowicie podbił moje rzęsy J. Koszt: ok 20zł w Hebe, 15zł w Carrefour. 
Ilość potrzebna do demakijażu obydwu oczu? 1 wacik i mnóstwo satysfakcji.
Ściskam Was,



Emson    

czwartek, 3 lipca 2014

Happy Birthday !!!!!!

Czerwiec - mimo iż dobiegł końca to i tak najpiękniejszy miesiąc w roku ( zaraz po maju). Ciepło, zielono, wakacje i URODZINY :) Z racji tego wielkiego święta ( wielkiego ponieważ świętowałyśmy we dwie nasze dodatkowe świeczki na torcie) wyczarowałyśmy kameralną imprezkę. Mmmm jedzonko pyszne- Martucha jak zawsze stworzyła nieprzeciętne "menu" i przyznam szczerze, że karnecik na obiady wykupiła bym bez gadania :) 

To na co wszyscy czekali najbardziej czyli TORT- miał być z niespodzianką. Jak widać na załączonym obrazku to nie był zwykły torcik :) Wykonać podobiznę konia z czekolady to musiało być wyzwanie :) Ale opłacało się bo efekt wszystkich zaskoczył. 


Koło północy na salony wjechał TORT!!! I jeden z ważniejszych momentów tego wieczoru: Oczywiście życzenie !!! I to jest ten magiczny moment gdy wszyscy milkną !!!  A Ty masz kilka sekund na przeanalizowanie które z miliarda marzeń pomyśleć akurat dziś :) Pewnie każdy zna to uczucie, to tak jak by miało się obstawiać która gwiazda spadnie z nieba akurat dziś albo trafić 6-tkę w totka. Co roku dochodzę do wniosku że powinnam mieć kilkaaaaaadziesiąt tortów wielkości muffinek i z radością przy każdej świeczce myśleć jedno życzenie i nie stresować się że nie pomyślałam o miliardzie innych :)

Zjawił się też nieproszony gość- może jeże przynoszą szczęście ??????   :)

Ile świeczek było a raczej powinno być :)  na torcie tego nie zdradzę :) Ale mogę polecić super cukiernię w Olsztynku gdzie na torcie wykonają chyba wszystko :)  


Pozdrawiam z Leśnej Polany 

Justyna :)



wtorek, 1 lipca 2014

Co nowego na leśnej polanie...?


Ostatniego posta próbowałam przygotować dla Was z końcem maja. Jednak jak to w życiu bywa, ciągłe zawirowania, praca, konie, Mazury, Warszawa, wariactwo totalne, aż w głowie może się zakręcić :)
Dziś zatem nadrobię trochę zaległości, jednak pozwolę sobie pójść na łatwiznę i podeprę się obrazami :)

1. W maju zrobiłam zamierzony już dawno temu syrop z młodych pędów sosny, przepisów bez liku jest w internecie, ja jednak bazowałam na przepisie Green Canoe, u której przeczytałam o syropie piniowym ponad rok temu i wtedy właśnie zapragnęłam go przygotować :)



2. Nasze konie są milusińskie :) Tutaj przytulanie z naszą p. instruktor..



3. Czasami pracuje się w taki sposób... chyba nie ma co narzekać ;)



 4. Małe zakupy w Marks&Spencer i moje ulubione herbatki i żelki :D


 5. I wycieczka rowerowa z przyjaciółką - czy ktoś by podejrzewał, że 30 km od centrum Warszawy są tak magiczne miejsca?
6. Śniadanka królów i babskie posiaduchy ;)


7. Mam kolejne woski YC !!! Jupii!!


8. W tym miesiącu byliśmy na 2 doskonałych koncertach, pięknym i nastrojowym (Fismol) i super energetycznym (The National)


9. Martucha na leśnej polanie, walczę, aczkolwiek rzadko ;)

O każdym z tych wątków mógłby być, a nawet powinien oddzielny post. Ale tym razem musiałam ostatni miesiąc potraktować całościowo. 

Do szybkiego napisania!

Pa! :)

poniedziałek, 2 czerwca 2014

Fluid Flormar - w poszukiwaniu produktu doskonałego

Tak, odkąd pamiętam wciąż szukam fluidu doskonałego. A przy mojej suchej, wrażliwej, naczynkowej cerze nie jest to wcale takie proste... Jeśli produkt wystarczająco kryje, wysusza moją skórę, jeśli nawilża to nie jest wystarczająco kryjący... i tak bez końca. Próbowałam Color Stay, ale ten do cery suchej ma jak dla mnie za słabe krycie. I nie myślcie sobie, że szukam takiego produktu, który da efekt maski. Co to, to nie! Taki Color Stay (Revlon) tuż po aplikacji wydaje się ok., jednak po kilku godzinach nie ma go tam, gdzie być powinien. Kiedyś ceniłam Lasting Finish, również za kolor, jednak też nie był wystarczający....

Jakiś czas temu sięgnęłam jednak po Fluid marki Flormar, Perfect Coverage Foundation. I o nim właśnie chciałabym powiedzieć słów kilka.


 Przede wszystkim produkt ten doskonale kryje. Nie wysusza skóry, pokusiłabym się nawet o spostrzeżenie że ją nawilża. Jest bardzo trwały, po wielu godzinach wygląda prawie tak samo dobrze jak tuż po nałożeniu. Ładnie pachnie, nie uczula, dobrze się rozprowadza. Nakładam go gąbeczką podobną do Beauty Blender, jednak nałożony palcami czy pędzlem daje podobnie zadowalający efekt. Dodatkowo pochwalę jego opakowanie, elegancka, szklana butelka sprawia że używa się go z przyjemnością, a dozownik dodatkowo podnosi ten komfort. Wiadomo - higiena znacznie wzrasta przy takim rozwiązaniu. W Color Stay doskwiera mi również brak pompki, produktu wylewa się zazwyczaj za dużo. Tutaj nie mamy tego problemu.

Jedyne na co można narzekać w przypadku tego fluidu to wybór odcieni i dostępność. Odcieni jest tylko kilka, ja mam w odcieniu 101, ale teraz kiedy moja skóra jest lekko muśnięta słońcem, wydaje się za jasny. No i dostępność - nie występuje w szeroko znanych drogeriach. Można go naleźć na stoiskach tej marki, które bywają obecne w niektórych galeriach handlowych.

Cena:  ok. 39,- zł., czyli w cenie Color Stay (Hebe). Mógłby być trochę tańszy, choć uważam, że za dobry produkt można zapłacić, a ten za taki uważam :)

Jeśli potrzebujecie dobry fluid do cery suchej, dobrze kryjący, ten polecam spokojnie z nadzieją że i Wam przypadnie do gustu :).

Z tej marki mam też róż i korektor ale o nich innym razem :).

A Wy znacie tę markę i jej produkty?

Do następnego posta :)

Pa!


sobota, 31 maja 2014

Poszerzamy horyzonty !!!!

Coraz większe zmiany wprowadzamy do naszej Stajni na Leśnej Polanie. Poczynając od nowego (duuużego :))  boksu dla Bimy, zajeżdżanie Ordy aż w końcu nowe, piękne pastwisko pod lasem.  

Tyle szczęścia z radości naszych pupili :) Rozbrykane kopytka galopujące po nowych łąkach pełnych niesamowicie zielonej i pachnącej  trawy :) Mmmm :) Co może być lepszego dla koni... o naszych uśmiechach nie wspominając :) Mam wrażenie że byliśmy bardziej szczęśliwi niż nasze stado. 



Robota paliła nam się w rękach. Teren został ogrodzony, wyczyszczony - wszystko dla bezpieczeństwa i wygody zwierzaków. 



Po ciężkim dniu zarówno konie jak i ja z Martuchą zasłużyliśmy na kąpiel w pobliskim jeziorze :)

Pozdrowienia z Leśnej Polany
Justyna 

wtorek, 27 maja 2014

Kwiaty dla bliskiej osoby - bukiet DIY

Tuż za nami dzień mamy, ważny dla wielu z nas, a wiele mam zostało obdarowanych kwiatami i innymi miłymi drobiazgami. Takich dni w roku, kiedy chcemy sprawić komuś przyjemność jest wiele. Ja uwielbiam obdarowywać bliskich kwiatami, ale też sama kocham być nimi obdarowywana :). Ubóstwiam też mieć świeże kwiaty w domu.

Jeśli chcesz kupić kwiaty dla bliskiej osoby, dlaczego nie przygotować takiego bukietu samemu?
Rok temu pisałam o bukiecie zrobionym z polnych kwiatów, jednak wiem że nie każdy ma ten szczęśliwy dostęp do bujnych łąk pachnących różnorakimi roślinami. 

Dlatego zachęcam Was do prostego rozwiązania jakim jest zakup kwiatów w markecie (np. w Biedronce, gdzie bukiet 7 tulipanów kosztuje ok. 8zł). Jeszcze lepiej jeśli macie dostęp do jakiejś giełdy kwiatowej bądź hurtowni, czysty bukiet można też kupić u starszej pani na ulicy, a kwiaty z takich miejsc będą prawdopodobnie mniej zmęczone, zdrowsze i postoją dłużej. Ja jednak przed dniem mamy kupiłam 2 bukiety w jednym z  marketów. W lesie przed domem zebrałam trochę liści i ciekawie wyglądające źdźbła traw. Wszystko poskładałam do kupy i przewiązałam wstążką, oczywiście z resztek po prezentach, bo takie rzeczy skrupulatnie zbieram i wykorzystuję wielokrotnie. Resztki z "zieleniny", które widzicie w prawym dolnym rogu oczywiście powędrowały do kompostownika :).


"Zabieg" nie miał na celu jakichś oszczędności, choć rzeczywiście za taki bukiet można zapłacić między 50-70 zł, a ten kosztował całe 16,-. W zeszłym roku kupiłam mamie kwiaty w regularnej kwiaciarni i wysłałam pocztą kwiatową. Jednak robiąc taki bukiet ma się poczucie, że jest to nasza praca i nasz poświęcony w przygotowanie jego czas. Myślę, że zyskuje dzięki temu na wartości również w oczach obdarowanego. :)

Powiem Wam jeszcze, że już od roku zbieram się do własnoręcznego przygotowania syropu z młodych pędów sosny. Owe pędy już częściowo zebrałam, co widzicie w lewym dolnym rogu kolażu. Będę je zasypywać cukrem i zgodnie z recepturą wspaniałej kobitki jaką jest Asia z Green Canoe przygotuję z nich syrop. Miałam na niego chrapkę już półtora roku temu, kiedy przeczytałam o nim na blogu Asi, jednak w zeszłym roku moment zbioru pędów przeoczyłam. na szczęście będąc zimą w Tatrach zakupiłam taki wytwór w lokalnym sklepie z tatrzańskimi dobrociami i kiedy kilkanaście dni później dopadło mnie wstrętne chorubsko, naprawdę mnie poratował. Jest bardzo aromatyczny przez zawartość olejków eterycznych, oraz doskonały do stosowania w profilaktyce przeziębień, na wzmocnienie odporności, walkę z kaszlem, katarem, bólem gardła czy ogólnym osłabieniem. Ot taka naturalna, babcina metoda na przeziębienie :). Asia proponuje też wersję z miodem zamiast cukru i cytryną. Muszę zrobić ich więcej, bo z założenia staram się nie stosować żadnych chemicznych medykamentów, chyba że jestem do tego zobligowana przez lekarza i to w ostateczności. 

Polecam Wam przygotowanie tej dobroczynnej mikstury :)

Wspominając jeszcze dzień mamy powiem Wam, że spotkaliśmy się rodzinnie w domu moich rodziców w przeddzień tego święta, ja złożyłam na ręce mojej mamuś kwiaty i słodycze, jak na zdj. poniżej, wraz ze wspaniałymi bezami zakupionymi w lokalnej cukierni niczym nie różniącej się od tych bajecznych, francuskich (na pewno napisz kiedyś o niej kilka słów). Bezy ułożyłam na szklanej paterze dookoła truskawek. Wszystko wyglądało niczym pyszny truskawkowo-bezowy tort. To moje kolejne DIY, tym razem na szybki "tort" :)

Jeśli kochacie ciepło i słońce tak jak ja, życzę Wam kolejnych pięknie słonecznych dni :) Do następnego napisania.

Pa!



wtorek, 20 maja 2014

Majówkowe postępy

Majówka była dla nas bardzo udana, kilka słonecznych dni spędzonych w gronie bliskich znajomych w miłej atmosferze. Dla niektórych pełna nowych wrażeń i odkryć a mowa tu głównie o naszej Ordzie, która po raz pierwszy miała na sobie jeźdźca. Pomimo dość krnąbrnego charakterku dziewczynka była wyjątkowo grzeczna. Dużo pracy włożonej z ziemi dało pozytywne efekty w przygotowaniu naszej młodej kobyłki do dalszej pracy pod siodłem. 



Spodziewałam się co prawda, że będę fruwać wyżej niż widzę, ale zostałam miło zaskoczona. Bardzo się cieszę, że zaufała mi na tyle że bez strachu i stresu przyjęła mnie na swój grzbiet   :)



Mamy już za sobą pierwsze zakłusowanie na lonży, również obyło się bez baranków, pomimo jej skłonności do wiecznej zabawy i nadmiernego okazywania emocji. Jest niesamowicie żywiołowa :) Widać że z biegiem czasu i ilością włożonej pracy w Ordunię robimy coraz więcej postepów i uczymy się coraz wiecej nowych rzeczy. 





Kolejne relacje z jazd będą ukazywały się na bieżąco jak tylko będzie czas żeby do koników jechać i pracować. Nie obędzie się bez sztuczek w wykonaniu naszych zwiarzaków :) 

 

Pozdrawiamy z leśnej polany
Justyna z konikami :) 

niedziela, 4 maja 2014

Nowości na leśnej polanie!!!

Moi drodzy,

Chciałabym Wam powiedzieć o kilku zmianach, jakie mają miejsce na leśnej polanie. Że pojawiły się u nas koniki, to zapewne wiecie i o tym rozpisywać się nie będę. W związku z pojawieniem się koni, w naszym życiu kilka spraw uległo zmianie, jak np. ekipa która nas "najeżdża" weekendowo, ekipa z którą wcześniej byliśmy dość blisko, a teraz jesteśmy jeszcze bliżej :).

Ponieważ i praca i konie i to i tamto, czasu na pisanie bloga coraz mniej. Poza tym są tu osoby, które do pisania o koniach bardziej się nadają ode mnie, bo mają dużo większą wiedzę w tym temacie. Ja natomiast będę mogła znów częściej pisać o kulinariach i innych "babskich" zagadnieniach ;). Oczywiście zdjęcia dalej będą mojego autorstwa, a o tematyce mazursko-zwierzakowej na pewno nie zapomnę i nie raz dodam kilka groszy od siebie :).

Zatem już bardziej oficjalnie moi drodzy chciałabym przedstawić Wam 2 nowe autorki bloga:

Justyna i Emilia. 

Justynka jest moją (i nie tylko) instruktorką jeździectwa, natomiast Emilia (jej siostra) kręci się również w konnych tematach, ale generalnie interesuje się sportem, muzyką i innymi babskimi tematami i sądzę że w takich właśnie klimatach będą ich posty. Mam nadzieję, że fakt że bloga będziemy pisały we 3 sprawi, że będzie on bardziej interesujący i różnorodny, oraz że będziemy pisać częściej :)

Oto Emilka i Justynka we właściwej kolejności :)



Zapraszamy do czytania naszego bloga :)

https://www.facebook.com/pages/Na-BOSO/1445184929031163?fref=ts


https://www.facebook.com/pages/Na-BOSO/1445184929031163?fref=ts
Pa!




Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...