Dawno nie było recenzji kosmetycznej. Dawno też nie wspominałam o mojej pielęgnacji. Prawda jest taka, że duzo łatwiej i przyjemniej opowiada mi się teraz o kosmetykach na moim kanale na You Tube, na który Was serdecznie zapraszam. Tutaj natomiast chętnie wrzucam wspominki z moich dni w Ameryce, do których w przyszłości na pewno chętnie będę zaglądać i do których też moja rodzina i znajomi chętnie zaglądają dziś. Żeby jednak tradycji stalo się zadość, chciałabym zaprosić Was na recenzję kremu do pielęgnacji okolic oczu. Kremu, o którym czuję się zobowiązana powiedzieć kilka słów ;).
Zapraszam!
Dziś mowa zgodnie z tytułem o kremie Shiseido, Benefiance, Wrinkle resist 24.
Kupiłam ten krem po wielu bardzo pozytywnych recenzjach w sieci. I po nich byłam bardzo ciekawa efektu, ponieważ sieć aż huczała o jego wspaniałych rezultatach. Chciałam sprawdzić czym tak naprawdę różni się krem za kilka stów od tego za stówę czy kilkanaście złotych.
Przy okazji powiem Wam, że na pielęgnacji raczej nie oszczędzam. Wcześniej w Polsce miałam 2 limity na kremy do twarzy i do okolic oczu. Na te pierwsze lubiłam wydać maksymalnie do 60 zl, choć czasem gdy była bardzo dobra promocja na krem z wyższej półki, zdarzało mi się wydać na taki krem maksymalnie do 100 zl. Natomiast jeśli chodzi o te drugie, zazwyczaj też wydawałam na nie okolo 60 zl, do momentu aż poznałam Origins, który w Polsce kosztował okolo 120 zl, ale byl za to niezmiernie wydajny. Wybaczcie, że tak wnikliwie wchodzę w tematy budżetowe, ale wydaje mi się, że chyba dla wielu z nas są one ważne. Moim celem w poszukiwaniu idealnego kosmetyku jest zawsze jak najlepszy stosunek ceny do jakości.
Krem ten w Sephora w Polsce kosztuje ok 295 zl i na taką cenę nigdy bym się nie zdecydowala. Kiedy jednak znalazłam go tutaj w Stanach (w Marshall's) za okolo $34 sprawa przedstawiała się zupełnie inaczej, bo $34 to nie 295 zl, a złotych 136, około ;). Dodatkowo patrząc na to z punktu osoby, która mieszka w USA, jest to dużo mniej. Stwierdziłam zatem, że jest to świetna okazja żeby owe "cudo" wziąć pod lupę.
Dodam, ze krem kupiłam jakieś 3 miesiące temu. Moze nawet trochę dłużej, bo było to jakoś w grudniu. Żałuję, że nie zrobiłam wtedy zdjęć okolic moich oczu, chociaż Wy nie powinniście żałować, że nie musieliście tego oglądać ;). Jednak ok., nie zrobiłam tego i dzis musicie wierzyć mi na słowo ;)
Przejdzmy zatem do meritum sprawy. Krem ma dość tłustą i gęsta formułę. Polecam raczej stosować go na noc, chyba że macie bardzo suchą cerę i lubicie "ciężkie" produkty stosować na codzien. Wchłania się dość dobrze, choć nie jakoś genialnie, bo jak mówiłam ma wyjatkowo bogatą formułę, pozostawia lekki, tłusty film, który też pięknie opalizuje. Okolica oczu wydaje się być wspaniale nawilżona, odżywiona, rozświetlona, a co najważniejsze, jest to jedyny krem po którego stosowaniu zauważylam dość mocne spłycenie zmarszczek mimicznych. I stało się to już po około 2 tygodniach ciągłego stosowania rano i wieczorem. Specjalnie zaczelam go stosować tak intensywnie na początku, ponieważ chciałam aby rezultaty były szybciej widoczne. Dodam, że opakowanie jest piękne, ekskluzywne, szklane, a zapach typowy dla kosmetykow "z wyższej półki" do cery dojrzalej. Nie mogę nie wspomnieć o wydajności. Jak widzicie na zdjęciach, zużycie to około połowa produktu, a tak jak pisałam wcześniej mam go około 3 miesiące, z czego przez około pierwsze 2-3 tygodnie stosowałam go 2 x w ciągu doby, później ograniczyłam się do stosowania wieczornego, ponieważ rano używałam mój produkt z Origins, choć przyznam że czasem zdarzało mi się go nałożyc również rano. Sądzę, że stosując go 2 x dziennie powinien starczyć między 3-4 miesiące. Stosujac go raz dziennie, może nam służyć nawet około pół roku, a może nawet więcej.
I teraz ostatnie pytanie. Czy kupiłabym go będąc w Polsce? Zanim po niego sięgnęłam, pewnie nie. Jednak teraz gdy wiem, jak wspaniałe rezultaty daje, hmm... może od czasu do czasu w ramach kuracji. Czasem jest tak, że ktoś chce nam sprawić prezent, czasem jest tak że kilku członków rodziny się na niego "składa", a czasem po prostu nas stać. Jeśli któryś z tych wariantów Was dotyczy i macie lat 27+, bo myślę że wcześniej raczej nie ma większego sensu stosowanie takiej pielęgnacji, serdecznie Was zachęcam do kupienia tej perełki Shiseido.
Tym samym odpowiadając na moje pytanie zadane na początku tego wpisu, czy warto zainwestować w drogi kosmetyk do pielęgnacji odpowiem tak, na pewno nie w każdy, ale w ten zdecydowanie tak. Każdy produkt, każda marka to odrębna historia i reguła że każdy drozszy produkt jest lepszy od tego tańszego raczej się nie sprawdza, a może lepiej powiedzmy, że taka reguła nie istnieje. Są zaś perełki wśród kosmetyków tańszych i droższych, a jedną z nich jest ten krem. Wciąż jednak uważam ze kosmetyki wysokopółkowe wciąż są za drogie na nasze polskie realia i powinny nas tyle kosztować co np. te apteczne.
Na koniec podsumuję wszystko jak to robiłam kiedyś:
- nawilżenie - 5/5
- działanie przeciwzmarszczkowe - 5/5
- konsystencja - 5/5
- zapach - 5/5
- opakowanie - 5/5
- cena w Pl (ok.295 zł) - 2/5
- cena w USA (ok.$34 w promocji) - 4/5
Jeśli szukacie dobrego kremu pod oczy, zastanawiacie się jaki krem pod oczy kupić, bądź jaki naprawdę jest ten produkt od Shiseido, mam nadzieje, że odpowiedziałam choć odrobinę na Wasze pytania :).
Do następnego napisania :)
Pa!






























