sobota, 21 grudnia 2013

Kosmetyk, który kupiłam 2-gi raz :)

Tak sobie ostatnio myślałam z czym tu do Was przyjść...Wiem, na czasie są tematy świąteczne i takie też będą, ale dopóki pamiętam... Nie wiem, czy u którejś z koleżanek czytałam posta o ponownie zakupionych kosmetykach? Nie mogę sobie tego przypomnieć.. Jednak ja dziś chciałabym powiedzieć Wam o kosmetykach, po które sięgnęłam drugi, trzeci raz, a nawet więcej! To chyba najlepsza rekomendacja, nieprawdaż? ;)

1. Bourjois, płyn micelarny - ok. 17 op. Uważam, że jest bezkonkurencyjny, żadna Bioderma i nic innego się do niego po prostu nie umywa! Jeśli nie próbowałyście, gorąco Was do tego zachęcam :)

 
2. Johnon's, żel na dobranoc, bardzo lubię jego kremową konsystencję i zapach, naprawdę na dobranoc! jest doskonały dla mojej suchej skóry :) - 7 op. 


3. Revlon, Colorstay - 5 op.

4. Maybelline, Dream lumi touch, korektor rozświetlający - 5 op.

 
 5. Monotheme, szampon, seria nawilżająca, marchewkowa. Dostępny w Hebe - 3 op. 


6. Maska do włosów, Bioetika, crema di essenza, dostępna w Makro, na bazie oleju kokosowego, świetna do włosów delikatnych, zniszczonych, wysuszonych - 3 op.

 

7.Wibo, Your Fantasy, bronzer, naprawdę świetny za tę cenę, Rossmann, - 2 op. 


8. Balsam do ciała, Monotheme, seria nawilżająca, marchewkowa, Hebe - 2 op. 

 
9. Dermika, Aqua Optima, krem odżywczy - 3 op.


 10. Catrice, cień, ale nie wszystkie, tylko "nudziak" w kolorze 090, jest świetnie napigmentowany ibardzo dobrze sprawuje się jako baza pod cienie czy tez po prostu cień wyrównujący koloryt powieki. Nie mylić z 606, który choć wpada w żółcie jest kompletnie inny i już nie tak tresciwy i nie tak dobrzekryjący. wada 090, nie jest wydajny - 3 op. 
 

11. Stenders, Shea butter, świetne do ust i na suche miejsca i skórki - 2 op. 

12. Ziajka, żel do mycia ciała i włosów, hypoalergiczny, ma lekki zapach jakby gumy baloonowej, może trochę zblizony do tego z Johnson's, jest prawie o połowę tańszy, nie wysusza skóry, a dodatkowo sprawdza się doskonale do demakijażu twarzy, na pewno siegnę po kolejne! - 2 op. 


I wierzcie mi, że choć czasem miło sięgnąć po nowy produkt, to po te pozycje będę sięgać chyba tak długo, jak będą produkowane :)

Mam nadzieję, że któryś z nich przypadnie Wam do gustu, że czegoś może nie znaliście, a dzieki temu postowi po niego sięgniecie :)

Sprzed strzelającego iskrami kominka, ściska Was rozgrzana ciepłym grzańcem Martucha ;)

Pa!

poniedziałek, 25 listopada 2013

Drogi Święty Mikołaju...

Wiem wiem, że całkiem niedawno lato nas pożegnało, że jesień wpadła znienacka i dopiero co zaczęliśmy się z niej cieszyć, ale moi drodzy... Trzeba stanąć w prawdzie i zdać sobie sprawę z faktu, że.... już za miesiąc Święta!

Czy pamiętacie jak jako dzieci pisaliście do Świętego Mikołaja listy? Jestem pewna, że to robiliście. Ja również każdego roku, jako dziecko, ale i dorastająca dziewczyna pisałam kilka słów do Świętego. No może nie kilka słów, bo lista zazwyczaj krótka nie była ;).

Również rok temu bliscy przypomnieli mi o tym zwyczaju, powiem więcej nawet mama odgrzebała jeden z takich starych listów, w którym napisałam że chciałabym dostać robota (myślałam o nim po to by mamie pomagał sprzątać w domu) i dostałam robota, chłopak miał wymiary jakieś 7-20 cm i naczyń zmywać nie potrafił, ale i tak bardzo się ucieszyłam. I tak sobie myślę, skąd wtedy u mnie taka futurystyczna myśl, skoro dziś od nowinek stronię...? Ale wracając do tematu, w zeszłym roku pięknego listu pisanego odręcznie do Mikołąja nie było, ale była wish lista tu na blogu, z której skorzystali bliscy. A co do pisanych ręcznie listów, to i owszem są, ale nie listy tylko kartki, ręcznie robione i z życzeniami dobranymi indywidualnie do adresata :).

Jeśli i w Waszych rodzinach macie zwyczaj obdarowywania się z bliskimi podarunkami, zachęcam Was do zrobienia swoich list z życzonymi prezentami, bo bliskim jest wówczas na pewno łatwiej trafić w nasze obecne gusta i marzenia ;). Poza tym nic nie stoi na przeszkodzie, aby taki podarek był dalej owiany tajemnicą, spośród długiej listy każdy wybierze coś czym zechce obdarować bliską osobę :).

Ale wracając do podarków, o których dziś Martucha marzy....

Z rozróżnieniem na kategorie ;):

1. Coś dla ducha


- Za dużo słońca Toskanii, Castagno Dario
- Słodkie pieczone kasztany, Seghi Aleksandra
- Arabska córka, Tanya Valko
- Biała Masajka, Corinne Hofmann


 2. Coś dla ciała :)

- Bobbi Brown, Vitamin Enriched Face Base (Baza pod makijaż
nawilżająca i wyrównująca koloryt skóry)

 
  - MAC, puder Mineralize Skinfinish, lights capade






 Mineralize Skinfinish
http://www.maccosmetics.pl/product/shaded/159/782/Mineralize-Skinfinish/ROZWIETLACZ-W-KOMPAKCIE/index.tmpl

 - Phenome, nawilżający krem do twarzy Luscious, 50 ml



http://www.phenome.pl/pl/main/produkty/1;2;137;?pid=37



3. "Dimonds are the girl's best friends..." ;)

  - pierścionek Lilou, 99,- zł

 

http://www.lilou.pl/pl/konfigurator/pierscionki/

 

4. By się otulić ;)

- sweterek z Zary, miłość od pierwszego wejrzenia.... nr 6873/821/070, można go tez kupić on line Swięty Mikołaju ;)



www.zara.com


5. Dla domu

- serwetnik, Nice Home, 24,- zł


http://www.nicehome.pl/pl/p/Serwetnik-drewniany-Living/74

- zawieszka, konik na biegunach, Nice home, 8,- zł


http://www.nicehome.pl/pl/p/Zawieszka-konik-na-biegunach/595

- rękawica kuchenna, Nice Home, 26 zł


http://www.nicehome.pl/pl/p/Rekawica-kuchenna-dziecieca-Bird/550

- lniana poduszka, Nice Home, 39,- zł


http://www.nicehome.pl/pl/p/Poduszka-lniana-retro-z-aplikacja/107

Prawdopodobnie będzie dalsza część tego posta, bo pomysłów na prezenty jeszcze kilka mam ;). Może i Wam coś spośród nich się spodoba i umieścicie to na swojej liście, lub we wspaniałym pisanym prosto z serca liście do Świętego Mikołaja :).

sobota, 16 listopada 2013

Jesienna leśna polana...

Moje weekendy na leśnej polanie wyglądają zgoła inaczej niż życie w ciągu tygodnia. Abstrahując od pracy, w weekendy wyrywam się z miasta, to moje must have. Nie wyobrażam sobie bym w weekend trwała w moich 4 ścianach. Jak to ja zawsze o sobie mówię jestem "skundlona". Urodzona i wychowana w dużym mieście, wywieziona "za dziecka" do lasu. Tam jest moje serce. Każdy weekend ze zwierzakami, końmi, psami wśród natury to są moje wyczekiwane sielskie chwile. Praca fizyczna i obcowanie ze zwierzakami naprawdę odpowiadają mi coraz bardziej.

U nas wiele zmian w ostatnim czasie zaszło. Dzięki ciężkiej pracy wielu bliskich osób, naprawdę świetnej ekipy, mamy u dziadków dziadkowo-nasze konie... 3 kochane mordki, z którymi więź jest jeszcze wspanialsza gdy są właśnie tu. Nigdy nie byłam koniarą, ale zawsze gdzieś tam z nimi miałam, niewiele bo niewiele, ale do czynienia. Dziś mam coraz więcej. W tym małym stadku zaczynam dostrzegać ich zachowania, potrzeby, nawyki... W stadzie, które składa się z 3 koni, to naprawdę o wiele łatwiejsze i bardziej namacalne. Obcowanie z nimi jest czystą przyjemnością. wychodzą do człowieka, widać że jesteśmy dla nich ważni. Nawet stajnia, jej zapach i przebywanie w tym miejscu to... spokój i czysta przyjemność. Może te moje "ochy o achy" ktoś odbierze na opak. Ale wierzcie mi, że ja to naprawdę tak o tym myślę. A dziś mam po prostu taki dzień kiedy moje zmysły wyostrzyły się na tę sferę jeszcze bardziej.

A teraz czas na obrazy związane właśnie z tą tematyką... Ostatnie chwile z końmi złapane moim obiektywem, no i główni bohaterowie, a raczej bohaterki, które chciałabym Wam przedstawić bo prawdopodobnie będą z nami coraz częściej...

Przedstawiam Państwu 3 ślicznotki, od lewej Orda, Bima, i Kalipso :) Tutaj mocno zainteresowane czymś lub kimś...



Orda i Kalipso pod czujnym okiem starszej koleżanki ;)



Piękna Orda :)



I Kalipso...  nieśmiało spogląda za gałęzi... Generalnie wcale nie jest taka nieśmiała i uwielbia dobierając się do naszych kieszeni, w których być może najdzie coś pysznego...

No i główny bohater, Pan Marek, który opiekuje się końmi i dziadkami. Bez niego to wszystko by najzwyczajniej w świecie nie działało...



I na tym kończę mojego kolejnego konnego posta.

Do szybkiego zobaczenia na leśnej polanie :)

Pa!

środa, 6 listopada 2013

Jesienne must have Martuchy...

Początkowo jesień wcale mnie nie cieszyła, ale teraz kiedy rozgościła się tutaj na dobre, w ferworze walk wszelakich (przeprowadzkowo-stajennych) - o tych drugich powiem kiedyś na pewno więcej ;), znajduję czasem chwilę na celebrowanie tych pachnących kominkiem i cynamonem jesiennych chwil. Bo kiedy już pogodziłam się z faktem, że lato naprawdę przeminęło, po bardzo krótkim smuteczku trzeba było wziąć się szybko w garść i dostrzec dobre strony obecnej pory roku, a więc tak też uczyniłam :).

Oczywiście jak przystało na typową babę, wiązało się to z kilkoma jesiennymi zakupami, mam też listę chciejstw której nie zrealizowałam, bo wydatków mam obecnie bez liku, ale pomarzyć zawsze można ;).

Bez czego nie wyobrażam sobie dziś jesieni?

Bez masła do ciała "Rumianek i imbir" z Green Pharmacy. Kupiłam je kompletnym przypadkiem w Rossmannie, tylko dlatego że było przecenione z 14,- na 7 zł.... Co do nawilżenia, jeszcze się nie zdecydowałam, ale chyba jest całkiem nieźle ;), ale ten zapach! Ciepły, korzenny ... i niech Was nazwa nie zmyli, rumianek pachnie jakoś tak inaczej, słodko, a imbiru w ogóle nie czuję. Pachnie naprawdę przyjemnie, jesiennie, korzennie... To mój absolutny must have ostatnich dni!


GP body butter CHAMOMILE
http://www.elfa-pharm.pl/pl/oferta/rumianek-imbir/

Bez jaśminowego masła do ciała, Stenders.

Mam je już jakieś pół roku, ale latem odstawiłam je gdzieś ze względu na jego ciężką konsystencję. Dziś znów chętnie po nie sięgam bo skóra moich wysuszonych dłoni woła o pomstę do nieba. Przypomniałam sobie więc o masełku, które kupiłąm już dawno temu. Zużycie dość spore bo jakieś pół opakowania, a opakowania nie jest zbyt duże. Ale jest to produkt naprawdę treściwy, na suche skórki, miejsca i tylko w wyjątkowej potrzebie. Dodatkowo pieknie pachnie, może nie znam się na zapachu jaśminu, ale dla mnie to znowu inny zapach... jakby rozmaryn, lawenda.. ech ;)


Stenders Jaśminowe masło do ciała 70 g
http://www.okazje.info.pl/ud/uroda/stenders-jasminowe-maslo-do-ciala-70-g.html

Jesień byłaby o wiele chłodniejsza bez sweterka z sową, milusińskiego i bardzo jesiennego, a do tego niedrogiego..... Kupiłam w Pepco i nie zamierzam się tego wstydzić ;P, ta sama jakość co typowe sieciówki, wszystko to tania produkcja ze wschodu. Dobre jakościowo rzeczy kupuję na wyprzedażach, wtedy pozwalam sobie na swetry z dużą domieszką kaszmiru i wełny :) A ten na dziś jest naprawdę bardzo ok.




Świeca Air wick, cynamonowe jabłko to mój kolejny jesienny akcent. Zapach naprawdę iście rozgrzewający, niczym aromatyczny grzaniec, wspaniały! Podobno zawiera naturalne woski, kupiłam ją w Rossmannie za 9,90. Mam jedynie zastrzeżenia co do ilości godz. palenia się tej świecy deklarowanych przez producenta. Deklaruje chyba ok 30-40, a ja już po jakichś 7 widzę spore zużycie. Choć może i rzeczywiście starczy na taki czas... Zobaczymy, w każdym razie zapach jest naprawdę piekny, więc czego więcej chcieć w tej cenie...


http://www.opinie.senior.pl/Air-Wick-Touch-of-luxury-cynamonowe-jablko-przy-wieczornym-kominku-swieca-zapachowa,53082.html

No i skusiłam się na odświeżacz powietrza w sprayu...Wiem! To czysta chemia..., ale zapach mnie po prostu urzekł.... Obiecuję, że będę go używać niezbyt często.. ;)


http://www.rossnet.pl/Produkt/Brise-Refresh-Jablko-z-Cynamonem-aerozol,118472

I to by było na tyle jeśli chodzi o jesienne grzeszki i babskie sprawunki. Przynajmniej o ich część... A jak u Was jesień mija? Czy lubicie tę porę roku?

Niedługo więcej o Mazurach i koniach, a tymczasem uciekam pod ciepłą kołderkę ;).

Pa!

niedziela, 13 października 2013

Jesienny stroik i indiańskie talizmany, czyli DIY i klasyczne suszenie grzybów

Lato już za nami. Początkowo okropnie mnie to martwiło, ale przypomniałam sobie, że właściwie lubię tę porę roku. Szybko więc złapałam się za wprowadzenie kilku zmian w moim domu, aby jesień zawitała również w nim. Oczywiście jak zawsze skorzystałam z tego co miałam pod ręką, a właściwie przed chatką na leśnej polanie. Zrobiłam sobie prosty, aromatyczny jesienny stroik. Jeśli nie macie pomysłu, a chcielibyście zaprosić jesień do swoich domów, zapraszam do wykonania takiego kolorowego pachnidła razem ze mną :).



Martucha swój stroik przygotowała następująco:


Na zwykłym talerzu położyłam płatki róż, które tak samo jak inne kwiaty suszę. Tym razem zasuszyły się zachowując swoje piękne kolory. Były w sam raz do ożywienia mojego stroika, ponieważ liście nie są jeszcze aż tak bardzo kolorowe. Dołożyłam tez do nich liście od tych samych kwiatów. Przed domem znalazłam trochę kory, kilka innych liści i położyłam wszystko na talerzu. W środek wstawiłam zwykły tea light w szklanej osłonce po świeczce z Ikea. Całość ukoronowałam gałązką sosnową z szyszkami, igłami suszonymi sosny oraz zielem angielskim i goździkami z moich kuchennych zapasów. Sprawiają, że stroik naprawdę pięknie pachnie!


Jest to bardzo prosty stroik, ale czasem najprostsze rozwiązania wypadają nam z głowy i kompletnie o nich nie myślimy kombinując jak tu i z czego zrobić piękny jesienny stroik. Niby w sklepach pod dostatkiem różnego asortymentu, który można by wykorzystać.. Ale ja wychodzę z zasady, że wolę wykorzystać to, co mam pod ręką :). 


W zależności od upodobań można go zrobić również z innych jesiennych skarbów jak liście, żołędzie, kasztany, których tu u nas nie ma... Ogranicza nas tylko nasza wyobraźnia :).


Muszę Wam jeszcze powiedzieć, że do niedawna nie było grzybów na Mazurach, ale ociepliło się i popadało i jest ich naprawdę mnóstwo! My wyszliśmy dosłownie kilka kroków przed dom i znaleźliśmy ich pełen kosz. A że wszelkie leśne aromaty kochamy, grzybki zostały oczyszczone, pokrojone i suszą się tradycyjną metodą. Nawleczone na nitkę i rozdzielone patykiem wyglądają jak indiańskie talizmany przeciwko złym snom ;).


A skoro już o śnie moi drodzy, piję sobie na dobry sen pysznego, aromatycznego grzańca z piwa z pomarańczą, goździkiem, soczkiem i miodem i myślę sobie, że chyba  zapomniałam jak przyjemne te długie jesienne wieczory potrafią być... Wam też życzę wspaniałych, jesiennych wieczorów i radości z tego wyjątkowego czasu!


Pa!




wtorek, 3 września 2013

Migawki z leśnej polany

Nie będę odkrywcą kiedy powiem: "jak ten czas leci!". Ale naprawdę tak jest. Dopiero mieliśmy maj, wszystko rozkwitało, a tu już wielkimi krokami zbliża się do nas jesień. Patrząc za okno powiedziałabym nawet że już zaszczyciła nas swoją obecnością.

Kiedyś bardzo lubiłam tę porę roku. Dziś... sama jeszcze nie wiem. Muszę ją chyba oswoić na nowo. W moim życiu sporo zmian miało miejsce na przestrzeni ostatnich 2 lat, więc i jesień wygląda dziś inaczej. A miejska jesień to już kompletnie inna sprawa. Zapowiada się jednak, że moja jesień będzie w większości miejska. I to o Ironio "na leśnej polanie". Wiem, że może brzmieć to dość dziwnie, ale już Wam pisałam, że dla mnie Leśna Polana, to cały mój świat i nie jest ważne czy w danym momencie jestem na moich ukochanych Mazurach, czy wśród miejskiego betonu, bo leśna polana to wszystko co dobre w moim życiu i wszystko co jest dla mnie ważne, wyjątkowe i sprawia mi przyjemność :).

Ale wracając do migawek z leśnej polany, poniżej kilka z nich.

O Hotelu Sitarska już kiedyś pisałam. Mieści się w Biłgoraju i jest niesamowicie urokliwy. Ma ponadto chyba najlepszą kuchnię jaką jadłam w naszym pięknym kraju. Polecam wszystko oprócz... sushi (!). Tak, to ich wybryk kompletnie niespójny z resztą, ale reszta jest rewelacyjna. Zabrałam tam kogoś, kto to potwierdził, więc jeśli będziecie na Lubelszczyźnie, np. zwiedzając Zamość polecam zatrzymać się właśnie tam, albo chociaż odwiedzić restaurację i skosztować tych wspaniałości. Ich specjalnością jest chleb z siemieniem lnianym wypiekany na miejscu, który można również kupić z zamawiając go z 1-dniowym wyprzedzeniem, a także jak mniemam lokalny piróg biłgorajski (patrz zdj. w prawym dolnym rogu). A gdy spróbowałam ich żeberka odjęło mi mowę...




Targ śniadaniowy, to bardzo fajna inicjatywa Warszawiaków, którzy sobotnie przedpołudnie mogą spędzić na miejskiej trawie, kosztując eko wspaniałości z rodziną, przyjaciółmi, lub po prostu z książką w ręku. Ja przebiegałam przez to miejsce każdej soboty lecąc do pracy, bo właśnie w ten dzień cyklicznie ta impreza się odbywała i łapałam jakiś smakołyk w locie. Na zdj. lekka sałatka z kuskusem, pomidorem, ogórkiem i mięta, a także mój ukochany hummus, nie tak smaczny jak w Grecji, ale całkiem przyzwoity ;).




Moje letnie migawki to także piękny Zamość, włoskie, wyjątkowe budynki i zakamarki na polskiej ziemi...


A także magiczne Mazury i wodne zabawy z psem :)



Takie oto były Martuchowe, letnie dni.

Po tym poście będę już mogła spokojnie oczekiwać jesieni z prawdziwego zdarzenia, bo szerze mówiąc stęskniłam się za zapachem drewna palącego się w kominku, pyszną jesienną herbatką, znowu zaczęłam sięgać po ciężkie masła do ciała ze Stendersa, które używam tylko w chłodne dni, a na noc zakładam moje ciepłe mięciutkie polarowe skarpetki :).

Kolorowych i słonecznych jesiennych dni Wam życzę moi drodzy!

Pa!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...