Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pichcimy na leśnej polanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pichcimy na leśnej polanie. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 28 grudnia 2017

Martuchowe menu Sylwestrowe

Witajcie kochani!

Święta już za nami. Mam nadzieję, że Wasze były wspaniałe!
Moje Święta były piękne, rodzinne, klimatyczne, pachniały pysznym jedzeniem, cynamonem, goździkami i drewnem palącym się w kominku. Dużo jedliśmy, dużo się śmieliśmy, był też spacer w lesie, ale w końcu to Święta na Mazurach! :)

Pomimo tego powiem Wam, że kompletnie nie żałuję, że Święta już minęły. Jestem ciekawa jutra, kolejnych dni i miesięcy. Mam w życiu dobry czas, otacza mnie dobra energia i wyjątkowi, wartościowi ludzie. Niech tak pozostanie jak najdłużej :).

Ostatni rok był pełen zmian i zawirowań, zdążyłam żyć na 2 kontynentach, kilka razy się przeprowadzać, zmieniać pracę, otoczenie, ale jedna rzecz zawsze była stała - mój partner i przyjaciel u mojego boku. Każdemu z Was, w szczególności tym, którzy jeszcze nie odnaleźli swojej drugiej połówki życzę kogoś takiego, na kim zawsze możecie polegać, z kim czujecie się świetnie, możecie się śmiać do rozpuku, milczeć godzinami, lub ruszyć na podbój świata. ;)

Tymczasem wielkimi krokami zbliża się przełom roku. Czy planujecie coś wyjątkowego na tę noc?
Osobiście nie przepadam za dużymi, pełnymi blichtru imprezami w tym czasie,
ale mały blichtr w gronie ukochanych osób lubię sobie stworzyć w zaciszu domowym. Zapewne Ci z Was, którzy sami planują zrobić przyjęcie w domu zastanawiają się nad menu na Sylwestra. Dziś chciałabym Wam podpowiedzieć kilka prostych potraw doskonałych na tę noc. :)


1. Sałatka z serem kozim i burakiem
Tutaj bazą może być dowolna sałata, choć ja preferuję rukolę, do tego buraki (ugotowane, obrane buraki kupicie w Lidlu, lub w Biedronce), kroimy je dowolnie, dokładamy ser kozi, lub np. twaróg wędzony (Biedronka, Lidl), migdały, lub słonecznik prażony, no i oczywiście jakiś dressing. Ja zazwyczaj robię najprostszy "dressing", po prostu sałatę wraz z burakami skrapiam dobrą oliwą, i cytryną, doprawiam solą
i pieprzem, dopiero na to kładę ser i posypuję słonecznikiem, lub migdałami. Sałatę układam warstwowo, dzięki temu dłużej wygląda świeżo i prezentuje się dużo lepiej.


2. Sałatka makaronowa z włoskim zacięciem
Potrzebujemy do niej ugotowany makaron (kokardki lub penne), podsmażone
lub zgrillowane piersi kurczaka, wcześniej oczywiście zamarynowane, pokrojone w małe paski, wszystko mieszamy, dokładamy rukolę, połówki pomidorków koktajlowych (ważne żeby pomidorki były dobrej jakości i były słodkie), smażone lub grillowane półplasterki cukinii, oliwki pokrojone dowolnie. Całość powinniśmy przyprawić oliwą, solą i pieprzem. Możemy też dodać odrobinę chili lub papryczki peperoncino.
Ja preferuję suszone chili w młynku, które mogę świeżo mielić i dozować tak jak chcę. Dobrze by ta sałatka została zrobiona dzień przed jej podaniem, aby wszystkie smaki mogły się połączyć i przeniknąć wzajemnie. Ta sałatka może być również przygotowana w wersji bezmięsnej, z tuńczykiem, lub po prostu samymi warzywami
i np. mozarellą.


3. Sałatka szpinakowa z kurczakiem i granatem
To jest bardzo prosta propozycja, bazą jest świeży szpinak, do tego podsmażone kawałki kurczaka (doprawione wcześniej dowolnie) i pestki granatu. Do całości można dołożyć do smaku np. czarny sezam, lub, prażone migdały. Jeśli nie lubicie szpinaku zastosujcie inny rodzaj sałaty lub miks sałat. Całość układajcie warstwowo.


4. Sałata z białej kapusty z daktylami
Połówkę lub ćwiartkę białej kapusty należy poszatkować jak najdrobniej. Delikatnie posolić i ugnieść by kapusta puściła wodę i stałą się bardziej miękka. Zetrzeć odrobinę jabłka i przed dołożeniem do kapusty skropić obficie cytryną, żeby nie zmieniło koloru. Całość skropić cytryną i oliwą z oliwek. Poszatkować kolendrę lub natkę pietruszki i dodać, a także daktyle pokrojone dowolnie. Do smaku można dodać odrobinę pieprzu i soli.


5. Sushi
Sushi to zawsze dobry pomysł na spotkanie ze znajomymi, nie musi zostać zjedzone od razu, a w temperaturze pokojowej smakuje najlepiej. Zrobione w domu wcale nie kosztuje tak dużo, jednak jest dość czasochłonne. Na jego przygotowanie powinniście poświęcić w zależności od stopnia zaawansowania między 2-3 godziny, a całość możemy potraktować jako zabawę z przyjaciółmi. 

Na moim kanale na You Tube jest FILMIK o tym jak ja je robię. Zapraszam!


6. Fajitas
Ta potrawa jest prosta i szybka do przyrządzenia, można ją jeść na ciepło i na zimno. 
Najpierw należy pokroić cebulę w piórka i podsmażyć, aż stanie się szklista i rumiana. Następnie należy zdjąć ją z patelni i podsmażyć 3 papryki w różnych kolorach pokrojone w paseczki, całość podsmażamy i lekko dusimy. Wszystko doprawiamy do smaku. Następnie kroimy kurczaka w dość krótkie paseczki, doprawiamy dowolnie i krótko smażymy, żeby był soczysty. Kurczaka wysypujemy na ładny duży półmisek, na niego wysypujemy paprykę i cebulę. Z boku stawiamy pitę, lub tacos, oraz sosy. Np. guacamole, pomidory pokrojone w małą kostkę z cebulą, czosnkiem i kolendrą skropione sokiem z cytryny i oliwą, a także sos z kwaśnej śmietany z ziołami i czosnkiem. Smacznego!


7. Drinki to nieodłączna część menu
Moje ulubione to: Caipirinha, cola z wódką i cytryną, Veneziano/Aperol, czy bazujące na mleku, z whiskey, sheridans, czy innym czekoladowym likierem.

Caipirinha to drink na bazie cachacy (brazylijskiego bimbru), można go dostać
w dobrych alkoholowych sklepach, ale jeśli go nie dostaniecie kupcie po prostu dobry biały rum. Całość zaczynamy od utarcia limetek z brązowym cukrem, ja używam ćwiartkę limetki i około płaską łyżkę stołową cukru brązowego. Ćwiartkę limetki kroję na pół, wrzucam do wysokiej szklanki o grubych ściankach (najlepsze są te klasyczne
z Ikei), posypuję cukrem i ucieram drewnianym narzędziem do robienia takiego typu drinków. Jeśli go nie macie znajdźcie coś drewnianego w swojej kuchni. Kiedy sok
z limetek i cukier są dobrze utarte nasypuję lodu kruszonego do pełna, następnie wlewam cachace (około 25-50 ml) i dolewam odrobinę wody. Drinka możemy ukoronować brązowym cukrem, limetką i słomkami, a także doprawiać do smaku w zależności od tego czy wolimy, aby był bardziej słodki, czy kwaśny. 



Kolejnym moim ulubionym drinkiem jest Veneziano przez niektórych zwany Aperolem, od likieru z którego się go robi. Jak go przygotować dowiecie się TU.


Jak sami dobrze wiecie możliwości jest wiele. Dodatkami mogą być grzanki z różnymi dodatkami, jak na zdjęciu poniżej, koreczki, tortilla zasmażana na suchej patelni
z serem żółtym, salami, lub całą mnogością innych dodatków, krojona na ćwiartki. Doskonałe będą też śliwki węgierki zawinięte w boczek wędzony na wykałaczce pieczone w piekarniku czy deska serów, warzyw i krakersów z dipami, od których pęka Instagram. Pieczywo czosnkowe też Was nigdy nie zawiedzie.



Kochani spędźcie tę noc tak jak sobie to wymarzyliście, czy to na hucznym balu, przytulnej domówce, czy pod kocykiem przed telewizorem.

A w Nowym Roku życzę Wam wielu sukcesów, radości, odwagi w spełnianiu marzeń (pamiętajcie, że szczęściu trzeba też czasem pomóc) ;), wspaniałych podróży, mądrych wyborów i wszystkiego czego Wy sobie życzycie.

Do siego roku!

Pa!


poniedziałek, 16 stycznia 2017

Ciekawostki jedzeniowe Connecticut ☆☆☆ Ciekawostki o USA

Wiem, wiem, ostatnio obiecałam recenzję cieni z kalendarza adwentowego, ale post ten musiałam odłożyć na nieco później. Powodem jest fakt, że do głowy wpadł mi wydaje mi się całkiem ciekawy temat na post, a mianowicie temat jedzeniowy. Jestem tu już ponad 4 miesiące i mam moje pierwsze przemyślenia dotyczące tego zagadnienia. Zakładam, że może Was to choć odrobinę zainteresować, ponieważ wydaje mi się, że gdybym ja była obecnie po tamtej stronie oceanu, takim postem bym się zainteresowala. Zatem zaczynajmy. 

Po pierwsze może zacznę od podstawy, którą każdy co prawda wygooglować może, a mianowicie gdzie jest Connecticut?



http://ontheworldmap.com/usa/state/connecticut/connecticut-location-on-the-us-map.html

Jak widzicie Connecticut na mapie USA znajduje się trochę powyżej Nowego Jorku, tak naprawdę około godziny do półtorej od NY samochodem. Piszę o tym, ponieważ powszechnie wiadomym jest fakt jak położenie geograficzne, kultura, historia i tradycja mają wpływ na lokalną kuchnię. Kuchnia Connecticut czy Nowej Anglii, ktora rozpościera się w stanach: Connecticut, Maine, Massachusetts, New Hampshire, Rhode Island, and Vermont, charakteryzuje się nizliczoną ilością potraw z wykorzystaniem owoców morza, ze wzgledu na położenie tego stanu nad samym oceanem. 

Owoce morza są najczęściej wrzucane w cieście na głęboki olej, aczkolwiek niejednokrotnie gotuje się je, smaży lub dusi.

Clams strips fried, czyli krojone małże w cieście smażone na głębokim oleju. Te akurat spożywaliśmy w restauracji The Puffins, z piękną ideologią aktywizująceą osoby z pewnymi ograniczeniami fizycznymi i umysłowym, położona w miasteczku Groton, CT, tuż przy mieście Nowa Anglia. 


Oczywiście, popularne tu są tak samo jak i w Polsce smażone kalmary


http://cookingcrossroads.com/fried-calamari/

Bardzo typowe w tej okolicy są też małże Św. Jakuba, inaczej przegrzebki, a po angielsku scallops podawane na tysiące różnych sposobów, ja spożywałam je w formie Grindera z sałatką Coleslaw i frytkami.


Do klasyków lokalnej kuchni owoców morza należy też clams chowder, czyli tradycyjna lokalna zupa na bazie małż i warzyw, podawana jako rosół z dodatkami,  ze śmietaną lub bez, czasem też z pomidorami, często w towarzystwie krakersów krabowych.  Ten pochodzący z Nowej Angli jest najczęściej ze śmietaną lub mlekiem, ten z Long Island czy Manhatanu właśnie z pomidorami, wariacji jest wiele, tylko w najbliższej okolicy.


 http://www.bonappetit.com/recipe/new-england-clam-chowder


https://en.wikipedia.org/wiki/Clam_chowder

Typowe są też niezliczone kanapki, jak wszędzie znane hamburgery, ale też kanapki jak "Pulled pork sandwich", czyli kanapka z szarpaną wieprzowiną, wcześniej pięknie zamarynowaną i uduszoną/uwedzoną lub upieczoną. Kanapki robi się też z kawałkami homara "lobster roll" jak i małymi klopsikami mielonymi, czyli "Meat balls grinder". kanapki te pochodzenia włoskiego jak "Grinder" czy "Submarine sandwiche", mogą być właściwie ze wszystkim, bo to wielka kanapka, najczęściej w podłużnej bulce, która chrupie kiedy ja jemy, stąd nazwa "Grinder" - to grind., czyli miażdżyć, rozruszać. Nazwa "Submarine sandwich" pochodzi od długiej bułki, z której robi sie ową kanapkę, druga teoria obu nazw mówi, że włosi pracujący w stoczniach i dokach nosili takie kanapki do pracy, więc może i stąd ich nazwa.

Typowy cheeseburger z grilowaną cebulką i papryką (różnie je nazywają)


Pulled pork sandwich


Lobster roll


http://www.chowhound.com/recipes/new-england-lobster-rolls-30416

Meatball grinder


https://firstlookthencook.com/2010/02/18/meatball-grinder/

Jestem typowym produktem polskich lat 80' 90', który kocha parówki Berlinki, ser żółty itp. Przyznam, że czasem, a czasem dość często mam dość amerykańskiego jedzenia. Jadę wówczas do jednego z wielu sklepów polskich w polskiej dzielnicy w miasteczku New Britain po polskie produkty. Czasem jadę też do amerykańskiego baru, gdzie znaleźć można hot dogi z parówką przypominajacą polską, a także "polskiego" hot-doga, co jest tu rzadkością, bo lokalne parówki są naprawdę podłe. Jeśli myśleliście tak o naszych polskich to powiem Wam, że się  grubo myliliście ;). Bar ten to Guida's, którego założył podobno Polak, gdzie hot dog jest wyjątkowo pyszny, choć zrobiony w stylu Connecticut, bo z typową dla tego regionu bułką, czyli wielką bułką krojoną na kawalki, stąd płaskie boki hot-doga ;).


Amerykanie lubią jadać na zewnątrz i bardzo często to robią, ponieważ niejednokrotnie stłlowanie się poza domem jest tańsze niż niz gotowanie potraw w domu.

Bardzo popularne jest też jedzenie śniadań w typowych dinners, czyli miejscach, które znamy z filmów amerykańskich, gdzie przemiła pani z dzbankiem kawy pyta nas co jakieś 20 min. czy chcemy dolewkę. Za kawę taką nie płacimy z reguły wcale, albo płacimy za pierwszy kubek,  a wszystkie kolejne mamy za free. 

Poniżej przykladowe menu z takiego baru:



To samo tyczy sie wody niegazowanej, którą prawie zawsze dostajemy w każdej knajpie za darmo, co jest miłą odmianą w stosunku do polskich restauracji, gdzie za malutką butelkowaną wodę mineralną płacimy między 4 zł (przy bardzo dobrych wiatrach ;), po kilkanaście złotych. Tutaj naprawdę wszystko jest dla ludzi i jak najbardziej w zasięgu ich możliwości finansowych, bo za dobre śniadanie dla 1 osoby zapłacimy między 6 a kilkanaście dolarów i mowa tu o sporych porcjach i porządnych śniadaniach jak pełne śniadanie amerykańskie (jajko pod jedną z wielu postaci, ziemniaki smażone na patelni lub na głębokim oleju, bekon smażony i inne dodatki typu pomidor z puszki, fasolka w sosie, a także "corned beef", czyli mieszanka  coś a la mięso mielone wolowe podsmażone z różnymi dodatkami, które wizualnie może przypomina jedzenie dla psa albo kota z puszki, ale swoją drogą jest calkiem smaczne. A także "american pancakes", czyli amerykańskie grube, puszyste naleśniki zupełnie inne niż nasze, polane często syropym klonowym, który też jest regionalnym przysmakiem. Na śniadania jada sie też bajgle "Bagles", "planes" czyli klasyczne bez dodatków, z makiem, z bluberries, czyli borówką amerykańską i inne, czesto w postaci kanapki z tuńczykiem, serkiem philadelphia, lososiem, wędliną, serem.

Full american breakfast, tu akurat z jajkiem sadzonym, tostami francuskimi, ziemniakami smażonymi w malej ilości sosu pomidorowego, a na wierzchu jest sausage ... (?), tak też bylam zdziwiona, bo sądzilam że kielbasa będzie inaczej wyglądać, ale widać jak przystalo na warunki amerykańskie byla to wielka "kielbasa" z której krojono na moje oko takie jakby burgery ;)


Inny zestaw śniadaniowy, czyli jajka sadzone, tosty 
i corned beef (pod jajkami), czyli mielona wolowina podsmażona z dodatkami, o dziwo calkiem smaczna ;)


Wcześniej wspomniane pancakes z syropem klonowym ("Maple surup") i maslem



Chcialabym jeszcze z grubsza chociaż opowiedzieć o typowych snackach (czyli takich przegryzkach, przekąskach), do których należą bez wątpienia różnego rodzaju skrzydelka, a także o daniach glównych i deserach, ale to już w jednym z kolejnym postów, ponieważ sądzę, że tę tematykę poruszę jeszcze nieraz. 

Dodam też, że potrawy o których mówilam są charakterystyczne dla naszego regionu i okolic, stany Connecticut, Masechussets, New York, Rhode Island. Choć tutaj też różnorodnosść jest o wiele większa niż ta, o której wspomnialam, nie mowiąc o skali kraju, która bylaby jakby porównać kuchnię Polską do Hiszpanskiej, prawie ;).

Jeśli interesują Was obce kultury, podróże i kulinaria, zastanawiacie się co się je W USA, albo wybieracie się na wschodnie wybrzeże Ameryki i chcielibyście wiedzieć co warto zjeść, albo jakie miejsca i restauracje warto odwiedzić w okolicach Nowego Jorku, mam nadzieję, że ten post choć odrobinę Wam w tym pomoże. Knajpeczki, do których warto zajrzeć w okolicy, znajdziecie w mojej zakladce "Miejsca polecane przez Martuchę", u gory na stronie glównej. 

Przepisy do dań powyżej bez trudu znajdziecie w internecie, z resztą jeśli chodzi o wiele z nich nie jest to większa filozofia, o ile widzimy zdjęcie i mamy inspirację;).

Postów z cyklu ciekawostki o USA będzie więcej i o różnej tematyce, nie tylko kulinarnej.

Ok., ja uciekam, życząc Wam radosnych dni i pysznych posilków jak moje powyższe w niniejszym poscie. ;)

Pa!

środa, 10 sierpnia 2016

Tortilla - zajrzyjmy wspólnie do Hiszpanii :)

Jakiś czas temu miałam okazję wizytować kilka razy w pięknej Sewilli w Hiszpanii.  Na śniadanie w hotelu podawano przepyszną tortillę śniadaniową, razem z sosem z surowych dojrzałych pomidorów.

Ostatnio zatęskniłam za tym smakiem, a tortilla zjedzona u koleżanki była dla mnie inspiracją:



Do zrobienia tej wersji tortilli potrzebujesz:

- 10 jajek
- kilka ziemniaków
- pół czerwonej papryki
- pół małej cebuli
- kilka plastrów wędliny
- pieprz, sól



Ziemniaki kroimy w ćwierćtalarki grubości 4 mm. Smażymy je na głębokim oleju aż się zarumienią.  Podsmażamy również wszystkie kolejne składniki.  Najlepiej odsączyć je z tłuszczu na papierowym ręczniku.  Następnie rozbijamy jajka do miski, roztrzepujemy na jednolitą masę i doprawiamy do smaku. Nalewamy na patelnię z niewielką ilością rozgrzanego  oleju, wrzucamy równomiernie poukładane wszystkie składniki.  W tym celu można początkowo zamieszać, później mieszamy ewentualnie tyłki na środku patelni,jednak ja nie mieszam. Zmniejszam ogień i czekam aż całość się zetnie odcinając boki tortilli od patelni w miejscach w których jest już ona wystarczająco ścięta.  Kiedy widzę że na wierzchu została odrobina nie ściętego jajka biorę pokrywką i obracam wszystko do góry nogami zostawiając całość na pokrywce.  W tym miejscu należy bardzo uważać na ewentualny gorący tłuszcz aby się nie poparzyć.  Dlatego też na początku przygotowywania tej potrawy należy pamiętać aby tłuszcz na który wlewamy masę jajeczną był naprawdę w minimalnej ilości.  Całość smażymy jeszcze po drugiej stronie aż do ścięcia i zarumienienia całości.

Do sosu potrzebujemy:

- 2 dorodne pomidory
- sól,  pieprz



Pomidory parzymy i obieramy ze skórki, wycinamy szypułki.  Następnie całość miksujemy blenderem i doprawiamy do smaku pieprzem i solą.

Tortillę podajemy na śniadanie, obiad lub kolację lub jako pomysł na przekąskę wraz z pomidorowym, pysznym sosem. Całość smakuje genialnie!

Smacznego!

Jeśli chcielibyście spróbować jak robi się prawdziwą, hiszpańską tortillę zapraszam do wykonania mojego przepisu :).

Pa!




niedziela, 13 marca 2016

Zrazy z dziczyzny czyli Slow Food według Martuchy

Jeśli nie macie pomysłu na obiad, a dysponujecie dłuższą chwilą, zapraszam do gotowania ze mną ;)

Aby przygotować zrazy według Martuchy z kluskami warszawskimi potrzebujecie:

- 1,5 kg szynki (może dowolne mięso, dziczyzna lub po prostu karkówka wieprzowa)
- 3 cebule
- kilka dobrych ogórków kiszonych
- 1 - 2 jabłka
- musztarda Dijon
- ziele angielskie
- czosnek niedźwiedzi
- liście laurowe
- miód
- sól,  pieprz, majeranek, cukier
- 1 kg ziemniaków
- mąka
- wykałaczki




Mięso kroimy w plastry grubości ok. 7-8 mm, tak aby wyszły jaka największe.  Następnie oprószamy odrobiną soli, pieprzu, majeranku, czosnku niedźwiedziego z obu stron i rozbijamy obustronnie. Bierzemy odrobinę oliwy lub oleju lnianego i nacieramy mięso. Jeśli jest to dzikie mięso lepiej zrobić to dzień wcześniej aby się zamarynowało. Następnie kroimy cebulę, obrane jabłko i ogórka w słupki, którymi będziemy nadziewać nasze zrazy.




Każdy plaster mięsa smarujemy musztardą z jednej strony. Na tę samą stronę kładziemy po jednym kawałku ogórka,  jabłka, cebuli.  Można też dołożyć odrobinę boczku  wędzonego lub masła, ale ja nie chciałam przesadzić z "dobrodziejstwami kuchni" ;). Rulonik, kieszonkę zamykamy jak się uda 2 wykałaczkami tak, aby zawartość nie wypływała w trakcie smażenia. 




Na patelni rozgrzewamy kawałek smalcu, kiedy jest wystarczająco gorący smażymy na dość dużym ogniu możliwie krótko każdego zraza z obu stron. Nie za długo żeby nie straciły soczystości. W między czasie wlewamy do garnka wody, tak aby przykrywała zrazy po ich wrzucenie,  ale by nie było jej za dużo.  Zrazy muszą mieć  w czym się gotować, ale woda z zawartością musi się zredukować do sosu. Do wody wrzucamy 2 liście laurowe, 3 ziarna ziela angielskiego, kilka ziaren pieprzu, a także każdą kolejną partię smażonego mięsa wraz zawartością patelni.  Do każdej kolejnej partii rozgrzewamy kolejny kawałek smalcu. Na koniec na resztce smalcu podsmażamy pokrojoną w kostkę średniej wielkości cebulę, którą posypujemy odrobiną soli, a także sporą ilością cukru. Dosypujemy ją do sosu. Następnie gotujemy na średnim ogniu, doprawiamy sos co jakiś czas do smaku tą samą musztardą, miodem, solą.  Początkowo gotujemy bez pokrywki aby sos się zredukował.  Kiedy sos ma właściwą konsystencję przykrywamy garnek aby mięso mogło dojść.  Jeśli lubicie chrzan, możecie odlać odrobinę sosu do miseczki i wymieszać łyżeczkę lub 2 chrzanu z sosem, a następnie wlać do pozostałego sosu.  Pamiętajcie że smakiem sosu zawsze możecie pójść w kierunku który Wam najbardziej smakuje (miodu,musztardy, chrzanu), lub balansować pomiędzy tymi smakami.   Gotujemy wszystko do miękkości, co jakiś czas doprawiając, lekko mieszając i zmieniając strony zrazów.



W między czasie możemy zetrzeć obrane, surowe ziemniaki na tarce o dużych oczkach lub maszyną elektryczną. Dodajemy do smaku soli, pieprzu, 1 szklankę lub półtorej mąki. W garnku gotujemy wodę.  Masę ziemniaczaną nakładamy w ilości kilku łyżek na małą deskę.  Rozkładany płasko na desce, a następnie bierzemy łyżkę stołową,  maczaną w gotującej się wodzie i zsuwamy z deski po kawałku masy tworząc kluski. Mniejsze gotujemy chwilkę,  do momentu aż wypłyną.  Większe również chwilę od wpłynięcia.  Jeśli kluski rozpadają się w garnku, do masy możemy jeszcze dosypać mąki.




Do całości brakuje surówki.  Ja proponuję buraczki,  na które zapewne każdy ma swój sposób.  Gotujemy buraki w skórce,  a następnie obieramy i tarkujemy, podsmażamy na patelni masło, dodajemy mąki i dorzucamy buraki.  Doprawiamy je do maku solą, pieprzem i cytryną :)

Smacznego!

Pa!

niedziela, 28 lutego 2016

Zapiekanka ziemniaczana i ostatnie dni na leśnej polanie

Nie mogę sobie przypomnieć kiedy ostatnio publikowałam post kulinarny... Dziś więc może nie jak na blogach kulinarnych,  ale mała wzmianka o gotowaniu będzie ;).

Kilka dni temu nie miałam za bardzo pomysłu na to,  co przygotować na obiad, ale dokładnie wiedziałam na co mam chęć, jeśli chodzi o konkretne produkty. Zainspirowałam się przepisem z sieci, a wyszło coś takiego, co bardzo trafiło w moje gusta smakowe.

Zapiekanka ziemniaczana z polędwiczką, cukinią i pomidorkami koktajlowymi


Jeśli szukacie pomysłu na obiad, oto co wykorzystalam:

- 1 polędwiczka wieprzowa
- 6 dużych ziemniaków
- 150 gr pomidorów koktajlowych
- pół cukini
- odrobina koncentratu pomidorowego
- sól,  pieprz, zioła do smaku
- krem balsamiczny
- 2 ząbki czosnku
- oliwa z oliwek


Polędwiczkę pokroiłam na plastry grubości niecałego centymetra. Następnie zamarynowałam przez chwilę w oliwie wymieszanej z sosem balsamicznym i przyprawami. Podsmażyłam na rozgrzanej oliwie, ale nie za mocno, aby nie była przesuszona. Właściwie mięso może być lekko surowe w środku, bo i tak dojdzie w piekarniku. Następnie podsmażyłam półtalarki ziemniaków, to samo zrobiłam z cienko pokrojoną cukinią w skórce. Wszystkie poszczególne składniki doprawiałam w trakcie smażenia i wrzucałam wszystko do naczynia żaroodpornego. Cukinie dodatkowo odsączyłam z tłuszczu na ręczniku papierowym, choć przy tej czynności należy uważać, żeby cukinia nie przykleiła się do papieru.  Na koniec podsmażyłam przekrojone na pół pomidorki koktajlowe razem z 2 zmiażdżonymi w całości i ze skórką ząbkami czosnku. Całość wrzuciłam do naczynia. Wszystko lekko przemieszałam i dodałam ser mozarella pokrojony w plasterki. Zrobiłam też małą ilość lekkiego sosu ze smaku, który pozostał na patelni, odrobiny wody, koncentratu pomidorowego i ziół, który wylałam na całość.

Wszystko piekłam pod przykryciem w temperaturze 180 stopni jakieś 60 minut i bez przykrycia jeszcze jakieś 10. Jeśli ziemniaki byłyby wcześniej podgotowane albo lepiej podsmażone pieczenie mogłoby trwać krócej.

Smacznego!

Na koniec posta jeszcze mobile mix z ostatnich dni:


Paczuszka z Ameryki, a w niej suplementy dla ukochanej osoby w potrzebie, a przy okazji kilka drobiazgów dla mnie ... ;)



Walentynkowe Reese's i kilka kosmetyków


A mianowicie sławny korektor Maybelline i moje ukochane pomadki ochronne z Burt's Bees


I wspomniany korektor


Byłam też na koncercie mojego ulubionego zespołu z dawnych lat - Coma


Miałam również gościa, którego zaprosiłam na obiad, po którym czekały na nas takie oto słodkości... ;)



Pozdrawiam ciepło :)

Pa!

wtorek, 5 maja 2015

Zapiekanka ziemniaczana a la kociołek z ogniska

W okresie grillowym zapewne często miewacie sytuacje kiedy macie pozostałości z grilla surowe bądź już  zgrillowane, a nie bardzo macie ochotę lub okazję grillować następny dzień z rzędu. Ja miałam taką sytuację wczoraj kiedy to zastanawiałam się brzydko mówiąc co zrobić z "resztkami z grilla". Oprócz mięsa miałam też różne warzywa więc stwierdziłam że zrobię zapiekankę ziemniaczaną a la kociołek z ogniska.


Do zapiekanki ziemniaczanej a la kociołek potrzebujemy:

- mięso z grilla surowe zamarynowane, kiełbasa
- 2 duże ziemniaki
- 1 batat
- 2-3 małe cebule
- 5 dużych pieczarek
- duża marchew

Opcjonalnie:

- cukinia
- pomidor

Początkowo wszystkie warzywa i mięso pokroiłam w dużą kostkę.  Mięso na trochę większe kawałki.  Tak naprawdę zależy to od Waszych upodobań,  ale oczywiście im mniejsze będą kawałki, tym szybciej zapiekanka się upiecze.  Nie mogą one być też zbyt małe,  żeby nie powstała breja. Wykorzystałam kilka wcześniej zamarynowanych plastrów karkówki najlepszy będzie miks (ja miałam i surowe i już upieczone mięso,  więc wykorzystała surowe, bo bałam się że się szybciej zepsuje, do którego dodałam kilka zgrillowanych kiełbasek,  aby otrzymać posmak wędzonki,  na którym tak bardzo mi zależało w tej właśnie potrawie).


Pokrojone warzywa przyprawiłam przygotowaną marynatą z oliwy,  majeranku,  przeciśniętego czosnku, soli, pieprzu i odrobiny curry. Dodałam do nich mięso i wszystko dokładnie wymieszałam.  Całość włożyłem do rękawa do pieczenia i położyłam na blasze posmarowanej olejem.  Piekłam przez godzinę w temperaturze 200 °C. Sądziłam,  że pod koniec pieczenia będę musiała otworzyć rękaw,  żeby wszystko miało szansę się zarumienić,  ale nie było takiej potrzeby,  bo tak się stało w rękawie.


Możecie wykorzystać dowolne mięso i w dowolnej kombinacji z warzywami jakie macie i lubicie. Marynata też zależy od Waszych upodobań smakowych. Tak naprawdę ta potrawa to popis Waszej wyobraźni, ważne żeby dodać wcześniej upieczone kiełbasę lub kilka plastrów wędzonego boczku dla charakterystycznego posmak wędzonki.  Nie jest to danie fit ale od czasu do czasu możemy sobie na nie pozwolić :).

Smacznego!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...