Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Martucha nie obiektywnie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Martucha nie obiektywnie. Pokaż wszystkie posty

piątek, 21 kwietnia 2017

Marzec na leśnej polanie ⛵️ 🇺🇸 🌺 🐳 zwiedzamy Amerykę

Hej, hej! :)

Jak się miewacie?


U nas po staremu póki co. Zmiany nadchodzą, ale o nich w kolejnych postach ;)

Tymczasem, długo zima nas nie opuszczała, kiedy u Was wiosna atakowała z pełną siłą. Później natomiast,  gdy u Was nastąpiło ochłodzenie u nas zrobiło się prawie jak latem i upał 30 stopni. Nie narzekam :) Czekałam na to od dluższego czasu. Kocham zieleń, a maj i czerwiec to moje najbardziej ulubione miesiące w roku. Motywują mnie do działania i zazwyczaj coś dobrego dzieje się w moim życiu w tym czasie prywatnie i zawodowo. Także czekam też co przyniesie ten maj i czerwiec, a ponieważ jak pisałam wcześniej szykują się pewne zmiany, mam nadzieję że i tym razem będą to zmiany na lepsze :).

Czas na podsumowanie ostatnich tygodni! :)

W ostatnich dniach zwiedzaliśmy piękne miasteczko Newport,  jeśli jesteście ciekawi jak wygląda zapraszam na vloga tutaj. Newport to bardzo ekskluzywny amerykański, nadmorski kurort, powiedzmy że coś w stylu polskiego Sopotu, choć ciężko je tak naprawdę porównywać ;) Tutaj przyjeżdżają mieszkańcy NY do swoich wielkich, letnich rezydencji, tutaj podobno dom ma Taylor Swift ;)

Moje zwiedzanie to często zwiedzanie kulinarne,  a jeśli mnie czytacie wiecie że posty są pełne różniastego jedzenia :)

W Newport przypadkiem trafiłyśmy do typowego amerykańskiego baru z lodami, śniadaniami i lunchem.  Miejsce choć niepozornie wyglądało,  okazało się genialne! Zamówiłyśmy grzanki z warzywami, smażoną cebulką i serem, a także frytki ze słodkich ziemniaków,  clams chowder, oraz shake lodowy o smaku waty cukrowej. Wszystko było przepyszne! :)










Innego dnia z kolei wizytowaliśmy Essex, cóż za klimatyczne, małe, ciche miasteczko! Jest to typowe portowe, senne miasteczko z stylu New England, nad rzeką Connecticut, wielką jak wszystko w Ameryce :)







Któregoś razu wybraliśmy się do świetnej tureckiej knajpy. O jej świetności świadczy fakt,  że wróciliśmy tam kolejny raz ;) Takie pyszności jadłam raz spod rąk mojej przyjaciółki i jej męża Turka. Pycha!


Wiosna w Connecticut, na potęgę sprzedawane hiacynty i szum oceanu :)


Tym razem knajpa w stylu Miami z kuchnią pochodzącą z Karaibów i Ameryki Południowej.  Nie żebym nie lubiła takich klimatów smakowych, ale ta konkretnie restauracja była bardzo przeciętna.  Ola w Wallingford, CT.


Znowu pyszności,  tym razem knajpa tajska i pyszne pad thai, a także cudna zupa! :)


Wiem, za chwilę blog ten przerodzi się w kulinarnego. Cóż mogę począć ze kochamy jeść :) Amerykańskie bajgle z polską konfiturą i wiosenne owoce :)


Wielkanoc. Mam nadzieję, że Wasze Święta minęły Wam wspaniale! Amerykańskie Święta to tak naprawdę tylko 1 dzień.  U nas z tradycyjnych akcentów było tylko śniadanie,  później zrobiliśmy sobie ognisko z polską kiełbachą.  Nigdy bym nie pomyślała,  że w pewnych okolicznościach to może być taki rarytas ;)



Knajpa w stylu kowbojskim z pysznymi tacos za całe 2 dolce, cudo! Ja wzięłam 2: jeden z pulled pork i serem, a drugi z krewetkami, salsą pomidorową i czipsami z jakichś kawalków mięsa :)


Uciekam kochani życząc Wam wszystkiego najlepszego :)

Do następnego napisania!

Pa!

sobota, 25 marca 2017

Myśli codzienne Martuchy # 7 I... wspominki :)

Dziś znowu przyszedl czas na wspominki. Wspominki z ostatnich kilku tygodni.

Muszę przyznać, że blog ten przeszedlłna przestrzeni kilku ostatnich lat pewną przemianę. Kiedyś bardzo broniłam się przed prywatną na blogu, ale jakże można jej uniknąć? Przecież szczerze pisane posty bez zbędnego bla bla bla, to tak naprawdę tylko prywata plus trochę innej treści związanej z naszymi zainteresowaniami, naszą wrażliwością i postrzeganiem przez nas otaczającego nas świata. Bo wierzę, że każdy z nas widzi i odbiera go zupełnie inaczej. I to jest wlaśnie w tym wszystkim najpiękniejsze! Jednak, żeby ta treść była prawdziwa i niepowtarzalna, musi być jak najbardziej subiektywna. Bo gdy treść pozbawiamy prywaty, zostaje nam ogólna i zgeneralizowana pisanina o pogodzie, oczywistych oczywistościach i przyjemnościach danych pór roku. A przecież życie to dużo więcej niż tylko to :). Każdy twórca tworząc bloga, czy kanał na You Tube zaprasza w jakiś sposób innych do swojego życia. Oczywiście zawsze od nas zależy gdzie postawimy tę granicę, jednak dziś uważam, że postawiona zbyt blisko pozbawia to co tworzymy tej wyjątkowej cechy, tak bardzo charakterystycznej tylko dla nas, sprawiając że to co wychodzi spod naszych rąk jest tak niesamowicie unikalne.

Zatem ogłaszam wszem i wobec. Nie unikam dziś prywaty na tym blogu, który wciąż będzie zlepkiem licznych treści, od kosmetyków zaczynając, przez fotografię krocząc, kosztując liczne smakowitości, czy też próbując spojrzeć na różne piękne miejsca na świecie oczami niemalże lokalesa ;). Będzie tu także sporo mojego życia i wspominek, ponieważ to jest właśnie mój blog i po tylu latach pisania go doceniam to, że zawsze mogę na jego stronach odbyć podróż w czasie i zobaczyć gdzie byłam fizycznie i mentalnie w różnych momentach swojego życia. To jest naprawdę bardzo cenne i tym którzy wciąż wachają się, czy nie zacząć pisać bloga mówię, jeżeli naprawdę macie na to ochotę, zróbcie to! To jest piękna przygoda, dzięki której możemy poznać nowych, niesamowitych ludzi, przygoda w któtrej mamy nowe, wyjątkowe doświadczenia, a także wiele się uczymy o nas samych i otaczającym nas otoczeniu. Nie bójcie się jednak w tym wszystkim być sobą, nawet jeśli będziecie na językach, nawet gdy nie każdy będzie Wam przyjał. Jednak w blogosferze tak samo jak i w prawdziwym życiu. Nie każdemu można zaufać, jednak wiele można się nauczyć, a także dowiedzieć o sobie samym. Dlatego warto być sobą! :)

Po tym jakze filozoficznym wstępie, przejdę do nadmienionych wcześniej wspominek i świata, który moje oczy oglądały w ostatnich kilku tygodniach :)

Sushi time!
Jeśli mieszkacie w USA i szukacie dobrego sushi  w dobrej cenie, polecam tę ze sklepu Stew Leonards. Pyszne, robione na miejscu ze świeżych produktów przez sushi makera. Cena już od 6 USD.




Piesy,  futrzaki :)





Amerykańskie śniadania :) Mamy już kilka ulubionych miejsc. Robimy je też w domu :)






W ostatnim czasie byliśmy na pięknym spektaklu. Wlaściwie powinnam nazwać to widowiskiem, albo show. To najbardziej znana grupa taneczno-akrobatyczna na świecie, czyli Cirque du soleil. My byliśmy na przedstawieniu o nazwie Toruk, jednak mają ich naprawdę wiele, włącznie z show o Michael'u Jackson'ie granym regularnie w Las Vegas. Toruk to przedstawienie taneczno-teatralno-akrobatyczne inspirowane filmem Avatar. Całość była naprawdę niesamowita, choć w tym przypadku największe wrażenie zrobiła na mnie muzyka, oraz niesamowita i bardzo różnorodna scenografia,  w iście amerykańskim stylu, czyli wszystko na wielką skalę i z rozmachem :) Solistka śpiewala porażająco pięknie, natomiast same akrobacje nie były jakieś bardzo powalające, choć wydaje mi sie że w tym przedstawieniu po prostu nie grały najważniejszej roli. Zobaczcie sami namiastkę tego, co widzieliśmy my :)










Uwielbiam tak spędzać czas i każdego zachęcam do dostarczania sobie od czasu do czasu takich doznań kulturalnych. Jeśli jeszcze nadarzy się okazja, na pewno wybiorę się na inne ich show. I mam już kilka na oku :) Wiem, że w Polsce też odbywają się takie wydarzenia, trochę mniejsze, lokalne (choć np. Polita był podobno w podobnym stylu), ale też zagraniczne. Sama pamiętam kiedy mama zabrała mnie na Disney'a na lodzie, kiedy byłam malą dziewczynką. A dziś choć mam trochę więcej lat, wciąż chcę się wybrać na Disney on ice :) 

Kończąc tym bajkowym akcentem, żegnam się z Wami serdecznie :)

Do zobaczenia na Leśnej Polanie!

Pa!


niedziela, 26 lutego 2017

Luty w obrazach

Witam wszystkich serdecznie!

Dawno nie było mnie na blogu, jednak mam małe wytłumaczenie ;) Sporo się działo w tym czasie na moim kanale na YT, później natomiast zaczęłam przygotowywać się do wyjazdu do Polski, oraz cieszyłam się samym pobytem i rodzinką, której nie widziałam szmat czasu. Nie ma to jak wrócić po kilku miesiącach na "stare śmieci". Powiedziałabym, ukochane "stare śmieci ", które po czasie wytęsknienia odbieram jeszcze bardziej pozytywnie niż zawsze, choć na codzień mój odbiór otoczenia rqczej dość pozytywny jest ;).

A co u Was słychać moi mili?
Jak schyłek zimy? Czekacie na wiosnę z wytęsknieniem?  Ja chyba już trochę jej wyglądam.  I zdaje się że mam dość mocne podstawy, bo za chwilę marzec zapuka do naszych drzwi ;)

Ale wspominając kilka ostatnich tygodni, zapraszam do przyjrzenia się im z bliska :)

Posiadłość na półwyspie Avery Point, w kampusie Uconn. Wspaniałe miejsce!







Latarnia na tym samym półwyspie.


Most wraz z autostradą pomiędzy Groton i New London.


A tak wygląda kot w "kinie", w kocim kinie z widokiem na ptaszki i wiewiórki :)




A oto jego kino ;) Film raczej dokumentalny z rodzaju z kamerą wśród zwierząt ;)




Jedzenie, jedzonko, żarełko... :D

Amerykańskie śniadanie, nachos w amerykańskim stylu, z mięsem, serem, fasolą i jalapeno. Wiem, duużo tego, ale o dziwo to całkiem smaczne ;)



Amerykańskie śniadanie może też wyglądać tak: bajgiel o smaku borówki amerykańskiej z truskawkowym serkiem filadelfia. To akurat bardzo lubię :)


Mojito, kubańska potrawka, śniadaniowy bajgiel z makiem i smażone banany 


Łakocie w Polsce i polskie śniadanie bardzo nie Insta friendly, ale za to cholernie smaczne ;)


Spotkania, spotkania, jedzenie isnpirowane kuchnią zachodniej Polski, Turcji i Niemiec :)


Dalszy ciag spotkań, prezenty, wzruszenia i spacery z psem :D


a na koniec...

ktoś tu chyba zasnął... ;)




Więc i ja idę  spać  ;)


Żegnam Was wciąż z polskiej Leśnej Polany, ale niedługo będę nadawać znów zza oceanu.

Do następnego napisania! 

Pa!

czwartek, 12 stycznia 2017

Zima w USA...

Cóż, zaczarowany grudzień juz za nami, a Nowy Rok chyba wielu z nas mimo wszystko zaskoczył. Co gorsza, dziś już jest 12 stycznia ! (kiedy ten czas minął ja Was pytam !!! ;) Jak Wasze nastroje styczniowe?

Ze styczniem mam wrażenie to jest tak, że po uroczym grudniu, wyczekiwaniu na Święta i samych Świętach człowiek jest tak naładowany emocjami, że kiedy przychodzi spokojny styczeń, czujemy małą pustkę. Ponadto, widmo jeszcze kilku misięcznej zimy nie napawa optymizmem, a postanowienia Noworoczne przygniatają nas swoim ciężarem ;). Jakie są Wasze sposoby na styczniową chandrę? 

U mnie standardowo i niezmiennie, wciąż ciepły kocyk i herbatka i połyskujaca na szafce świeczka (jedna albo dwie ;). No tak, wiem, mi niewiele do szczęścia potrzeba, ale cóż począć, że tak już mam ;).

Styczniowa aura w Connecticut bardzo zmienna jest, Nowy Rok powitaliśmy oprószeni delikatnie śniegiem, jednak kilka dni później spadło go ze 20 cm, a zima stała się bardzo malownicza! :) Dziś znowu nagle słońce i wszystko zaczęło topnieć, w powietrzu natomiast czuć było delikatnie dobijającą się wiosnę. Czy ja już tej wiosny chcę? Hmm...,chyba nie... ;). Jeszcze kilka zimowych zajęć przede mną mam nadzieję, a przede wszystkim chciałabym zobaczyć moje ukochane Mazury pokryte białym lukrem :).

Oczywiście, ja tu jak zwykle gadu gadu, a post zapełnia się moją paplaniną. Może zamiast paplaniny wrzucę dla odmiany kilka zdjęć  ;).

Ostatnie dni z zimowymi ozdobami i park w Meriden pięknie oświetlony :)




Pyszne włoskie rogaliki z parmezanem  we włoskiej knajpeczce




Legendarny żółty autobus szkolny, chyba nie przestaną mnie zachwycać ;)




Śnieżyca i ptaszory stołujące się w naszym karmniku ;)




Kotecek ;)




No zima! Nie da się tego ukryć :)









Nasza ulica...




Ok. Ja zmykam, bo u mnie już późno, a u Was z kolei już prawie poranek i o Waszym poranku jak świeże bułeczki, pojawi się na moim blogu ten oto zimowy post ;).

W następnym poscie prawdopodobnie o cieniach z mojego kalendarza adwentowego słów kilka ;).
Kilka, albo kilkanaście ;)

Do następnego napisania!

Pa!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...